Czytelnia (teksty poświęcone ikonografii)

 






Słowa Zachodu potrzebują słów Wschodu, aby Słowo Boże coraz lepiej ukazywało swe niezgłębione bogactwa” - Jan Paweł II


Tę prawdę wyraża sztuka niezwykła jaką jest Ikona, której ojczyzną jest chrześcijański Wschód. To więcej niż obraz wyrażający prawdy wiary, to więcej niż przedstawienie Chrystusa, Jego Matki czy Świętych, to teologia wypisana za pomocą linii, kolorów, symboli które odsłaniają przemienioną rzeczywistość do której zmierzamy tu, na ziemi.


Ikona to okno na Królestwo Boże, to spoglądanie na świat harmonii, piękna zdolnego zbawić świat. Święty Paweł dobrze formułuje chrystologiczną podstawę ikony: „Chrystus jest obrazem niewidzialnego Boga”. Oznacza to że widzialne człowieczeństwo Chrystusa jest ikoną Jego niewidzialnego Bóstwa, że jest Widzialnym Niewidzialnego”. Ikona Jezusa Chrystusa jawi się jako obraz Boga i człowieka jednocześnie, ikona pełnego Chrystusa- Boga-Człowieka.


Dlatego, zdaniem ojców Kościoła, ikony są przepełnione łaską i świętością ze względu na przyznane im miano świętych. Ikona jest uświęconym imieniem Boga oraz imionami osób pozostających w Jego bliskości, czyli świętych, i z tego powodu otrzymuje łaskę Ducha Świętego.


Poza tym, przytaczając słowa św. Bazylego Wielkiego, Sobór stwierdza,
że cześć oddawana wizerunkowi przechodzi na jego pierwowzór i ten kto czci obraz, czci osobę tego, kogo on przedstawia.


Tak więc ikony służą jako pośrednik między osobą wyobrażoną a modlącym się ludem, jednocząc ich w łasce. W świątyni podczas liturgii, zgromadzenie wiernych przez ikonę i modlitwę liturgiczną wchodzi w łączność z Kościołem niebieskim,
aby wraz z nim tworzyć jedność. W tej wspaniałej symfonii każdy wierny, patrząc na ikony widzi starszych towarzyszy, patriarchów, apostołów, męczenników, świętych – jako istoty prawdziwie obecne. Uczestniczy z Nimi wszystkimi w Tajemnicy, będąc współuczestnikiem liturgii aniołów, śpiewa:


„W Twoich świętych ikonach kontemplujemy niebieski przybytek i radujemy się radością czystą...”.


Jerzy Nowosielski powiedział: „Zaistnienie ikony w Kościele zachodnim jest niesłychanie ważne, gdyż przywraca Kościołowi duchowość katolicką. Mówię katolicką w etymologicznym rozumieniu tego słowa. Ikona przywraca Kościołowi jego powszechność, tę duchowość kościoła, jaka była dlań charakterystyczna w pierwszym tysiącleciu”




                                                          Oczy wpatrzone w Boga


                  


Ps 123 (122), 1b-2


Do Ciebie wznoszę oczy, który mieszkasz w niebie.
Jak oczy sług są zwrócone na ręce ich panów.
Jak oczy służebnicy na ręce jej pani,
tak oczy nasze ku Panu, Bogu naszemu,
dopóki się nie zmiłuje nad nami.


Zachwyt Psalmisty wyrywa nas z kultury przyjemnych i płytkich doznań oraz ich oszukanych sztuczek i pułapek. Wzrokowe podniety, gdzie zmysły mają tylko i wyłącznie zadanie magazynujące przyjemność, bez włączenia w to głębszego sensu. Co się stało z naszymi oczami- z wewnętrznym duchowym oglądem świata ? Platon mówił o „oczach duszy”, dzięki którym człowiek przedziera się przez złudzenia, aby dojść do kontemplacji „piękna, które jest blaskiem prawdy”. Gdzieś zatraciliśmy dobre spojrzenie, na rzecz postrzegania zagarniającego i wybiórczego na użytek własnych zachcianek. Zbyt szybko zapomnieliśmy o ważnych zasadach afirmatywnego oglądu rzeczywistości. „Wszystko, co pojmujemy rozumem i postrzegamy zmysłami, nie spoczywa samo w sobie, lecz odsyła do czegoś innego- i na tym polega jego sens” (M. Lurker). Zmysł wzroku zatem winien poszukiwać głębszego sensu- utkwienie wzroku na Tym, nad którym rozpościera się nieboskłon. Transcendentny sposób widzenia, przebijający się przez zwodnicze uwodzicielskie miraże i podążający ku kontemplacji Piękna. Jedynie komuś, kto się otworzy, może przypaść w udziale objawienie. Jedynie ten kto wygląda poza słupy graniczne naszej egzystencji, potrafi dostrzec w pięknie stworzenia ślady przechadzającego się Boga. Zawsze kiedy człowiek uczciwie i sam ograniczając się usiłuje zajrzeć w głąb rzeczy, przekonuje się, że „nasz świat” partycypuje w innym, zachwycającym i przenikniętym znamionami doskonałości świecie. Francuski rzeźbiarz Auguste Rodin powiedział: „Istnieje przede wszystkim to, czego większość ludzi nie potrafi dostrzec: nieznane głębie, ukryte sensy życia”. W chrześcijańskim światopoglądzie całe stworzenie stanowi odciśnięty pocałunek miłosny Boga. Po dokonanym akcie stworzenia, oczy Boga zatrzymały się na człowieku, a przedwieczne usta wyszeptały: Człowieku jesteś piękny ! Napiszą Ojcowie Kościoła: „Bóg stworzył świat po to, by w nim stać się człowiekiem i aby człowiek stał się bogiem przez łaskę, uczestnicząc w warunkach Bożej egzystencji… Swoim wyrokiem, Bóg postanawia zjednoczyć się z istotą ludzką, aby ją przebóstwić”. Bóg kształtuje ludzkie oblicze i zdolność postrzegania- oczy duszy, wzorując się na przedwiecznym człowieczeństwie Chrystusa (Kol 1,15; 1 Kor 15,47; J 3,11). „Niechaj On (Chrystus) będzie naszym okiem, abyśmy widzieli przez Niego Ojca”. Wczoraj oprowadzając moich uczniów po wystawie ikon, zwróciłem ich uwagę na rozświetlone światłem twarze postaci (oblicza święte) i nad wyraz duże oczy. „Oczy są zwierciadłem duszy”- przede wszystkim w nich odbija się cudowny ogląd świata Boga. W źrenicy oka, która kontempluje świętość utrwalają się fantazyjne krajobrazy przebóstwionego świata. Takie oczy możemy dostrzec na monumentalnych mozaikach Ravenny, czy na spowitych dymem i zachlapanych woskiem rosyjskich ikonach. Miał rację Georg Steiner, pisząc: „Gdziekolwiek w sztukach pięknych napotkamy doświadczenie sensu, wszędzie mamy do czynienia z sensem, który nie ukazuje się w sposób jednoznaczny i racjonalny i świadczy o realnej obecności Słowa Bożego.” Słowo zostało wypowiedziane w obrazie- ikonie. Sztuka zatrzymuje blask prawdy i pokazuje jednocześnie, że w oczach każdego z nas odbija się najpiękniejsze ze wszystkich oblicz- twarz Chrystusa- Wcielonego Piękna ! Spróbujmy spojrzeć w oczy Boga w taki sposób, w jaki On spogląda w nasze.


Ikona Boga


                                  


J 14,6-14


Jezus powiedział do Tomasza: „Ja jestem drogą, prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”. Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: «Pokaż nam Ojca»? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię”.


„Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”- te słowa Chrystusa skierowane do Filipa, odsyłają nas do rzeczywistości jaką jest sztuka; dogmatyczna wypisana w ikonie- wizualizacja misterium obecności Boga. Niewidzialny dla cielesnych oczu, pozornie odseparowany od świata, stojący z boku- pozwolił siebie zobaczyć; ludzkie oczy mogły na Niego spoglądać, kontemplować, stanąć blisko Niewypowiedzianego i Nieogarnionego. Sztuka chrześcijańska jest „przestrzenią” spotkania z Bogiem, który stał się Człowiekiem, przez fakt inkarnacji. „Słowo stało się Ciałem”- Chwała stąpiła na ziemię, „zmaterializowała” swoją transcendencję, pozwalając się zobaczyć, dotknąć…, urzeczywistnić się poznawczo dla wszystkich zmysłów człowieka. „Po wcieleniu, Chrystus uwalnia ludzi od bałwochwalstwa, nie w sposób negatywny, zakazując czynienia obrazów, lecz w sposób pozytywny, objawiając prawdziwe, ludzkie Oblicze Boga. Ponieważ Bóstwo, jako jedyne, wymyka się wszelkim wyobrażeniowym środkom wyrazu, a człowieczeństwo w izolacji od tego, co Boskie, nie posiada żadnej wartości, Ojcowie VII soboru w swojej mądrości orzekają, że „człowieczeństwo Chrystusa jest ikoną jego Bóstwa”. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca”, człowieczeństwo zostaje utwierdzone w swojej funkcji ikonograficznej, jako widzialny obraz tego, co niewidzialne”. Pierwsi chrześcijanie, a za nimi następne pokolenia ludzi głęboko wierzących pieczołowicie przekazywały za pomocą ikonografii wyobrażenie Boga- Człowieka. Najstarsze kościoły w honorowym miejscu czyli w głównej kopule umieszczały pełną majestatu postać Chrystusa- Pantokratora. Wśród wielu fresków i mozaik poświęconych temu tematowi, najbardziej przejmującym jest Pantokrator z Dafni, w pobliżu Aten, mozaika wykonana w XI wieku. Nawet wielu współczesnych zwiedzających świątynie wpatrujących się w pieczołowicie wykonaną mozaikę, mogą zostać ogarnięci niesamowitym zdumieniem. Spojrzenie Chrystusa skierowane jest na każdego patrzącego, obejmuje wszystkich i wszystko, przebijając się przez wnętrze, przenikając duszę- badając głębiny serca człowieka. To przedstawienie wydaje się na pierwszy rzut oka trochę groźne, ale to chwilowe odczucie, które przy uważnej kontemplacji rozpływa się w zetknięciu z Tajemnicą obecności Miłosiernego Przyjaciela człowieka. Spojrzenie i gesty Chrystusa jako Króla, zniewalają widza. Palce Jego ręki składają się do gestu błogosławieństwa. Palce przywołują dwie natury Chrystusa, podczas gdy trzy pozostałe symbolizują Trójcę Świętą. Głowa Chrystusa otoczona jest nimbemw kształcie krzyża, w którym zostają opisane greckie litery tworzące święte imię Boga- „Jestem, który jestem”. Pan trzyma Ewangelię w ręce, w niej wypisane są słowa życia: „Ja Jestem światłością świata”, lub „Ja jestem droga, prawda i życie”. Ubrany jest w purpurowy chiton, na który zostaje narzucony błękitny płaszcz, co świadczy o Jego dwóch naturach: boskiej i ludzkiej- złączonych w jednej Osobie wcielonego Logosu. Święty Paweł pisał: „My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodobniamy się do Jego obrazu” (2Kor 3,18). Sztuka może podprowadzać nas pod kontemplację Boga, wprowadzać w przestrzeń osobistego dialogu, wzmacniać poczucie relacji i odtwarzać pragnienie oglądu idealnego świata, który zawiera się w Nim. Uspieński napisze, że „obraz Boga tkwi w każdym człowieku, jest nie do zatarcia, a chrzest odnawia go i oczyszcza. Lecz podobieństwo do Boga może się zwiększać lub zmniejszać. Jako istota wolna człowiek może określić się w Bogu lub przeciwko Bogu; jeżeli chce może stać się „synem zatracenia”. Wówczas zaciemni się w nim obraz Boga, a on sam swoją naturą będzie realizował nędzną odmienność, „karykaturę” Boga. Człowiek jest powołany do poznania, do wewnętrznego pochwycenia przez żywą obecność Chrystusa. „Chrześcijaństwo jest religią obliczy- pisał Clement. Być chrześcijaninem to odkrywać, także w sercu nieobecności i śmierci, Oblicze zawsze otwarte, jak brama światłości, to znaczy Chrystusa i wokół Niego, przeniknięte przez Jego światłość, Jego czułość, oblicza rozgrzeszonych grzeszników które nie są już sądzone, ale przygarnięte. To Ewangelia zwiastuje nam tę radość”. „Tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś ?”




          Majestat Boga


                                      


Dn 7,2-14


Ujrzałem swoją wizję w nocy … Patrzyłem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła to płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał sprzed Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi… Patrzałem w nocnych widzeniach, a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.


Eschatologiczna wizja końca czasów, jaką nam opisuje prorok Daniel, nie tylko pobudza wyobraźnię, ale ewokuje cały szereg malarskich skojarzeń, które utrwaliła w swoich poszukiwaniach sztuka. Kiedy przeczytałem uważnie to „fantazyjne”i wypełnione emanacją światła- ognia- wydarzenie, starałem się przywołać w pamięci cały szereg malarskich przedstawień Boga na majestacie. Rzecz jasna najbliższa mojej wrażliwości jest wschodnia ikonografia, w której Chrystus- Pantokrator, przychodzi jako Filantropos (Bóg pełen światła i hieratyczności, a jednocześnie zakochany w człowieku. Przyjaciel !). Pragnę przywołać w moim rozważaniu, jeszcze jedno wybitne dzieło malarskie, związane ze szkołą Cluny, a znajdujące się na terenie Burgundii, w kościele przyklasztornym Berze-la- Ville. Piękne malowidło, stanowiące odbicie bizantyjskiego sposobu obrazowania. Chrystus siedzący na tronie, spowity światłością- wyrazem tego, jest mandorla. Namalowany delikatnie, można wyczuć jak bardzo subtelnie artysta wykreślał linie postaci. Twórca wykazał się głęboką znajomością wschodniego warsztatu, jak również duchowości; malowidło powstało ok. 1120 roku, a tryska taką świeżością, jakby dotykało XIV wiecznej mistyki hezychazmu. „Innymi słowy, Bóg niepoznawalny w swej naturze komunikuje się z człowiekiem przez swoje działanie, przebóstwiając całą jego istotę, czyniąc ją podobną do Siebie”(św. Grzegorz Palamas). Osobiście myślę, że ów burgundzki artysta był daleki od takiego rozumienia tematu, ale nieświadomie i intuicyjnie, potrafił w sposób zupełnie doskonały uchwycić coś z mistyki światłości. „Jak się wydaje, badał on formę bizantyjską pod względem jej delikatnych struktur, tego co wycyzelowane i zróżnicowane pod względem ukształtowania. Widać to zwłaszcza na przykładzie ukształtowania szat, których grube fałdy wizją się niczym elegancki, płynny wzór liniowy wzdłuż części ciała, tworząc płaskie „wyspy” w Okalicach kolan i kości”. Oprócz skądinąd ważnych cech stylistycznych, czy warsztatowych, nade wszystko to przedstawienie jest niezwykle głębokie pod względem teologicznego przekazu. Nie wyczuwamy tutaj wczesnośredniowiecznego tremenduum- świętego drżenia, czy po ludzku rozumianej bojaźni, przed zbliżającym się sądem Bożym. Wszystko wydaje się przeniknięte spokojem; przyglądając się bliżej, nie jesteśmy tylko biernymi obserwatorami tego rozbudowanego aktu- jakim jest wizja Kościoła Triumfującego. Jesteśmy zaproszeni do środka tego wydarzenia, spojrzenie Jezusa wyrażające się w przenikliwie ogarniających wszystko dużych oczach- w nich można się przejrzeć; stanowią zaproszenie do niebiańskiej szczęśliwości. Korowód apostołów i świętych otaczających Chrystusa, sygnalizuje oczywistą prawdę, że dla nas jest tam, również przygotowane miejsce. Rozwinięte rotulusy w dłoniach świadków wiary, zdają się zapisem historii każdego z nas. Wszystko pulsuje w oczekiwaniu na bliskość Boga, którą wyraża zasiadanie Przedwiecznego na tronie.




 Ikona Przemienienia



Mk 9,2-10


Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.


Przemienienie- wszechobecna iluminacja światła; spowijająca i zagarniająca wszystko, co materialne i bliskie przemienionego ciała Chrystusa. To wydarzenie na wskroś transcendentne w swych formach- pozwala uchwycić coś z prawdy o Zmartwychwstaniu; zanim światło rozświetli grób i pochłonie śmierć...., już tu i teraz mamy przedsmak wydarzenia, nie z tego świata. Przemienić się, to tyle co pozwolić się zmienić (metamorfoza, przeistoczenie oczu i serca), choć pewnie w tej konfiguracji słów, to zbyt mało wyczerpujące stwierdzenie. Przemienić się to znaczy pozwolić się ogarnąć światłu, prześwietlić, zabłysnąć na nowo, pozwolić Bogu wydobyć jasność z tego, co jeszcze jest ciemnością... Wydobyć serce na zewnątrz, aby mogło zostać przeprute światłem emanującym z przebóstwionego Ciała Pana. Wydarzenie Przemienienia opisane w Ewangelii i cudownie wypisane w ikonografii- słowo i obraz- stanowi nie tylko refleksyjną próbę ukazania ewangelicznego zdarzenia, które miało miejsce na górze Wysokiej. Kiedyś o tym pisałem, ale sama góra jako miejsce przestrzenne, wpisane w określoną topografię jest już symboliczna. "Góra jako miejsce wspinania się- rozumianego nie tylko zewnętrznie, ale wewnętrznie. Góra jako wyzwolenie od ciężaru dnia powszedniego, jako zaczerpniecie czystego powietrza natury. Góra jako możność dostrzeżenia nieogarnionych wymiarów stworzenia i jego piękna. Góra która podnosi ducha i nasuwa myśl o Stwórcy". W końcu nasze osobiste doświadczenie góry jako naszych zmagań, trudności, doświadczenia ciężaru codzienności z radościami i smutkami które nosimy w sobie. Ewangelia powie: "Tam przemienił się wobec nich"- to było zdumiewające doświadczenie dla uczniów, pełne iluminacji, i jednocześnie owoc głębokiej modlitwy Jezusa z Ojcem; wewnętrzne przenikanie Jego bytu przez Boga, które staje się czystym światłem. W swym zjednoczeniu z Ojcem sam Jezus staje się światłem oświecającym każdego człowieka. On jest światłem ze światłości, Jego odzienie staje się lśniąco białe, jako symbol istoty nie z tego świata, jawi się jako obywatel Nieba. "Apokalipsa Jana mówi o białych szatach, które będą nosić zbawieni. Szaty wybranych są białe, ponieważ obmyli je we krwi Baranka (por. Ap 7,14)-ponieważ przez chrzest są złączeni z Męką Jezusa, a Jego Męka jest oczyszczeniem, które nam zwraca pierwotną szatę, utraconą przez grzech. Przez chrzest zostaliśmy wraz z Jezusem przyodziani w światło i sami staliśmy się światłem"- napisze Benedykt XVI. Dobrze to wyrażają pełne duchowego oglądu słowa św. Pawła: „My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską (która jest na obliczu Chrystusa jakby w zwierciadle); za sprawą Ducha Świętego, coraz bardziej jaśniejąc upodabniamy się do Jego obrazu” (por. 2 Kor 4,18; 4,6). Tym przenikaniem  Boskiego Światła przepełniona jest ikona Przemienienia. "Cała jej powierzchnia staje się jakby "światłoczuła"- napisze Leonid Krug. Staje się najwyższym atrybutem chwały, wyrażającym symbolicznie światło niestworzone. „Połączenie elementu artystycznego i mistycznej kontemplacji daje początek teologii wizyjnej. Wizja wyraża tutaj wiarę w tym sensie, w jakim święty Paweł nazywa ją „wizją niewidzialnego”. Ikona zwraca się do oczu ducha, by kontemplował on „ciała duchowe” (P. Evdokimov). Rozmieszczenie poszczególnych przedstawień: obłok spowijający Zbawiciela, emanacja promieni symbolizujących boskie energie- moce, dynamika samej góry i wirujących jakby w powietrzu apostołów w pełnym wibracji tańcu, jest dotknięte światłem. Światłem napełniony jest obłok, chwała Ducha Świętego spoczywającego i ocieniającego Pana, szaty Zbawiciela utkane ze światła, ich materia jest pleciona żyłkami złocistych promieni znamionujących ogromną eksplozję mocy Bożej. Refleksy które modelują ciało Jezusa rozświetlają pozostałe postacie świadków Mojżesza i Eliasza, szaty powalonych i trochę pewnie zalęknionych apostołów, a nawet schodkowe uskoki góry. "Bóstwo"- stwierdza Innocenty Chersoński-ukryte pod zasłoną ciała, objawiło swoją obecność i zajaśniało niczym błyskawica. Modlitwa rozpromieniła i spotęgowała skrytą w Jezusowym człowieczeństwie pełnię Bóstwa, że ta, przepełniła swym światłem duszę Bogaczłowieka, przeniknęła poprzez ciało i zajaśniała na obliczu.." To światło przemienienia ciągle napełnia Kościół nową mocą, twórczą, dynamiczną, rozpromieniającą ciemności, pesymizm i bylejakość. Kiedy przychodzą trudności zawsze można na nowo podjąć trud wędrówki na górę, po to aby napełnić serce światłością Boga. Z góry zawsze człowiek schodzi już inny, pełen zachwytu, pozostają w nim na długo piękne obrazy, żyją w sercu i pamięci. Chciałbym kiedyś wdrapać się na górę Tabor, zaczerpnąć powietrza, wzruszyć się głęboko, powiedzieć sobie w duchu-dobrze tu być, zatrzymać w migawce aparatu rozpościerający się widok, i szybko zbiec na dół. Może o emocjonalne marzenie..., apostołom też się nie marzyło że staną się świadkami takiego widowiska, które rozświetliło ich życie całkowicie, bo stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach. Przemienienie to zatrzymanie w swoim sercu odrobiny światła, może wszycia w swoje zabrudzone "ubranie" jednej nici z świetlistej tuniki Chrystusa, aby w ciemności wątpiącego świata zajaśnieć.




                                         Ikona Przyjaźni- Chrystus i Menas



            
Ikona przyjaźni taki często tytuł nadaje się przedstawieniu Chrystusa z Menasem. Jest to jedno z najbardziej znanych przedstawień w chrześcijaństwie, prosta a jakże wymowna ikona oddaje całe mnóstwo emocjonalnych treści. Ikona jest temperą na desce o wymiarach 57x57, powstała w nurcie tradycji koptyjskiej w VI wieku. Ten pochodzący z klasztoru Apollona z Bawit obraz cechuje się żywą kolorystyką, bardzo przemawiająca do odbiorcy. To ilustracja duchowej więzi- przyjaźni, a może mistyki relacji. O przyjaźni wiele słów wypowiedziano, tutaj obraz przenosi nas do kontemplacji duchowej więzi pomiędzy Zbawicielem a człowiekiem. Wschód bardzo mocno podkreśla troskę i miłość Boga do człowieka. Jako miłostiw i czełowiekolubiec Bog jesi i Tiebie sławu wozsyłajem, Otcu i Synu i Swiatomu Duchu, nynie i prysno i wo wieki wiekow. Pochylmy się nad ikoną próbujac wejść w dialog przyjaźni. Kim jest ów meczyzna o imieniu Menas ? "Był on bardzo popularnym świętym tamtych czasów, męczennikiem. Do jego grobu położonego w delcie Nilu,w Mariud, przybywało bardzo wielu pielgrzymów, szczególnie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Tam też powstało słynne miasto Menas. Ale tak naprawdę o samym Menasie wiemy bardzo niewiele; istnieją jakieś szczątkowe informacje na temat jego osoby, pewne jest to, że żył w prostocie, na pustyni, nieustannie szukając Chrystusa. Na ikonie Chrystus został podpisany jako Zbawiciel, a Menas jako Ojciec Menas - Obrońca. Ikonę malowali chłopi. Malowali ja w założeniu dla odbiorców z niższych warstw społecznych, prostaczków, na pierwszy rzut oka może wydawać się mało estetyczna. "Ulega zakłóceniu geometria obrazu, postacie są trochę nieproporcjonalne. Menas jest ubrany w habit zakonny, zarzucony płaszczem, a Chrystus w zwiewną szatę. Chrystus trzyma w rękach wielką księgę. To znak Jego odwiecznego istnienia jako Logosu - Słowa. Menas ma w ręku zwój- rotulus, który świadczy o jego mądrości, typ antycznego filozofa który czerpie ze skarbnicy zapisanej mądrości. Kierując się mądrością wskazuje na Chrystusa. Chrystus zaś prostym i wiele mówiącym gestem obejmuje Menasa swym ramieniem." Menas był przełożonym klasztoru św. Apollona w Bawit, zginął w okresie prześladowań chrześcijan w 296 roku, za czasów cesarza Diokolecjana. "Każdy z nas idąc przez życie z własnym zwojem mądrości życiowej pod pachą, może stanąć w miejscu Menasa. Oczywiście, nie jesteśmy świętymi mężami pustyni, pewnie nie będziemy męczennikami, ale pragnienia w głębi serc są podobne- może ten mnich jest ucieleśnieniem tego uczucia i tęsknoty."Może jest to lustracja przyjaźni, która dopiero nadejdzie wraz z naszym poruszeniem serca, nawróceniem. Takie zwroty akcji mają w życiu człowieka miejsce wiele razy. Bóg idzie w drodze z nami tylko często brakuje nam siły, aby zapytać Go, czy to rzeczywiście On. "Bóg nie każe nam iść żadną drogą, której  by On sam nie przeszedł i na której by nie szedł z nami." (D. Bonhoffer). Wpatrując się w ikonę po chwili szybko spostrzeżemy że nie jest statyczna, jak się wydaje przy pierwszym oglądzie. Przyjaciele są w drodze, to jest bardzo wymowne, idą razem przez życie. " Ta przyjaźń nie jest sposobem ucieczki od codzienności, od problemów, od męczącego czasami życia. Ona nie jest nieobecna, wręcz przeciwnie - rozgląda się uważnie dookoła, patrzy szeroko otwartymi oczami na całe życie". Kiedyś spytany trapista Tomasz Merton, kim jest mnich ?, udzielił następującej odpowiedzi: "mnich to ten który, nie ucieka przed światem i ludźmi, ale ten który chce ludzi odnaleźć w Bogu", ich wypowiedzieć. Menas idzie na pustynie aby spotkać Przyjaciela, to jest źródłem jego autentycznego szczęścia, tu mu się jawi cały świat na który patrzy pięknymi oczyma, jako wielki ślad obecności Boga. Ikona Przyjaźni to dwa oblicza skierowane  na nas, jakby chcieli nas zaprosić do tej wspólnoty przyjaźni." Ta przyjaźń nie alienuje nas ze świata ani nie jest ucieczką od siebie samego. Chrystus nie chce anektować naszego serca, nie chce nam nakładać klapek na oczy, byśmy nie widzieli niczego poza Nim samym. wręcz przeciwnie poszerza nasze horyzonty, wskazuje na cały świat i na to, co się w nim dzieje. Chrystus chce z nami usiąść i popatrzeć na zachód słońca." Bóg chce być blisko nas, chce położyć dłoń na naszym ramieniu chce wejść w ślady naszych kroków...i wędrować z nami do końca, do ostatecznego spotkania miłości. A nam pozostaje szukać takiego Przyjaciela, a gdy Go spotkamy to się ze szczęścia zarumienimy.

Bogarodzica z Hagia Sofia


 


                     


  Obecność Maryi wyzwala w wierzących powszechną radość i szacunek, a w tych którzy ocierają się tylko o chrześcijaństwo pełne ludzkiej ciekawości, swoiste zauroczenie. Jej subtelne i nakreślone czułością oblicze odcisnęło się w licznych traktatach teologicznych, dziełach kościelnej sztuki  i muzyce. Słowo i obraz konkurując ze sobą, a niekiedy dopełniając w interesującej koniunkcji próbowały zedrzeć welon z głowy świętej Niewiasty i zobaczyć Jej ludzkie- piękne rysy. Maryja „Przybytek boskości”- kobieta, której całe jestestwo zostało przebóstwione i naznaczone pomysłem Najwyższego. „Chcąc stworzyć obraz piękna absolutnego i wyraźnie objawić aniołom i ludziom moc swojej sztuki, Bóg naprawdę uczynił Maryję wszech-piękną. Połączył w Niej piękno częściowe, które rozdał innym stworzeniom, i ustanowił Ją wspólną ozdobą wszystkich istot widzialnych i niewidzialnych; albo raczej, uczynił z Niej jakby mieszaninę wszystkich Bożych doskonałości, anielskich i ludzkich, piękno wzniosłe, zdobiące owa światy, wznoszące się z ziemi aż do nieba i nawet przewyższające niebo” (św. Grzegorz Palamas). Tylko liturgiczny i pełen ekscytacji język jest wstanie przybliżyć się do wypowiedzenia czegoś sensownego o najszlachetniejszej z córek Ewy. „Bramo Zbawienia świata, w Twoim łonie Bóg został dobrowolnie uwielbiony i Ojciec nasz całkowicie odnowił cały wszechświat”- wyśpiewuje Kościół Wschodni. Dając swoje ciało Chrystusowi Jego Matka wchodzi w najgłębszą i niewypowiedzianą bliskość. W ilu to tytułach i podniosłych słowach próbował Kościół wyartykułować tytuły Bogarodzicy. „Matka dobrego Pasterza, złoty świecznik, świetlista chmura, wyższa od Cherubinów, żywa arka, wspaniały tron Pana, pełne manny naczynie, ożywcza niwa Słowa, ucieczka wszystkich chrześcijan !” (św. German). Mówiąc o Maryi i sięgając jednocześnie do skarbca sztuki, to największe wrażenie wywołuje we mnie mozaika Hodegetrii w apsydzie największego kościoła epoki konstantyńskiej Hagii Sophii. Spokojna i pełna niezwykłej harmonii, tronująca Basilissa i Theotokos- Królowa, wprowadza każdego oglądającego w misterium Jej Syna. „Jej oczy otwarte na nieskończoność są również skierowane do wnętrza… Oczy te pełne są litości tak wielkiej jak niebo” (P. Evdokimov). Boże Dziecię siedzące na kolanach Matki zdaje się jakby przetarło szlak boskiej Chwały, rozdarło niebiosa niczym snop światła i odnalazło błogi spokój w sercu sanktuarium. Anonimowy autor średniowieczny dotknął słowami to do czego prowadzi ikonograficzna wizja: „Słońce wysoko się wzbija, porusza się szybko, ma miły wygląd, rzuca wokół promienie. Podobnie jest z Tobą… Ty bowiem, Pani, wysoko zostałaś wyniesiona, daleka jesteś od grzeszników. Złożyłaś swe gniazdo na niedostępnych miejscach nieba, swe serce zwiesiłaś na owym najczystszym świetle i nie wpisanym w początku wszystkiego, orlim wzrokiem wpatrując się w Boga Ojca świateł, w płonącym pragnieniu wielbiąc tajemnicę, wydając ogień miłości i pobożności, pijąc z potoku boskiej rozkoszy i wewnętrznej słodyczy… Wszelkie dobra, które najwyższy Majestat postanowił uczynić, Twym rękom zlecił”. W utworze Hagia Sofia o. Tomasz Merton poetycką prozą wymalował Jej nadzwyczajną kobiecość: „Bóg wkracza w swoje stworzenie. Dzięki Jej mądrej odpowiedzi, dzięki Jej posłusznemu zrozumieniu, dzięki słodko uległemu przyzwoleniu Sofii, Bóg bez żadnego hałasu wkracza do miasta zbrodniczych ludzi. Ona koronuje Go nie tym, co chwalebne, lecz czymś większym niż chwała: a rzeczą większą od chwały, jest słabość, nicość, ubóstwo”.








Hodegetria


Chrystus usuwa poczucie lęku z serca uczniów. Wszelka ludzka niepewność dotycząca przyszłości zostaje roztopiona w pełnych nadziei słowach: „Niech się nie trwoży serce wasze”. Tyle razy Bóg uspokaja ludzkie serca, wzmacnia poczucie sensu, zdejmuje troski i odsłania rzeczywistość w której aktualizuje się wszelka tęsknota- dom, gdzie każdy ma swoje przygotowane mieszkanie. Na pytanie gdzie jest droga do szczęśliwego miejsca, przychodzi nam z pomocą w  miesiącu maju, cudowna Kobieta i Orędowniczka; Matka Najświętsza- Ta która wskazuje drogę do pełni szczęścia- Hodegetria. W każdym domu jest obecna kochająca matka. Na wielu ikonach Maryja wskazuje na Jezusa, pokazuje nam gdzie mamy szukać odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania, gdzie jest właściwy kierunek do ostatecznego celu naszej wędrówki. W Maryi odzwierciedla się cud rozkwitającego życia… „Witaj, przez którą Bóg staje się Dzieckiem. Witaj, przez którą niebo zstępuje na ziemię..” Maryja jest symbolicznym „ogrodem zamkniętym”- w którym ogniskuje się całe piękno świata. Hortus conclusus, to Matka Boska, dlatego jego ziemskie przedstawienie staje się symbolem tego, co święte i boskie. Jak w średniowiecznym malarstwie naszpikowanym symbolami i pełnymi wyobraźni metaforami, odsłaniającymi przed prostaczkami ukryte sensy. Ogród ten odzwierciedla naturę Matki Boskiej, przedstawia Jej tajemnicę. Ogród ten jest mikrokosmosem, a zatem odbija w sobie świat, doskonałość boskich idei. Jest mikrokosmosem, ponieważ w przeciwieństwie do makrokosmosu świata ma ograniczoną przez swe zamknięcie formę, co równocześnie pozwala na symboliczne wyrażenie granic świata, w których odbija się doskonałość Boga. Kwiaty zasadzone w hortus conclusus takie jak róża, lilie, symbolizowały Matkę Bożą. W tym czasie będziemy przez piękno stworzenia częściej kontemplować Jej cnoty, pielgrzymować do miejsc w których można odkryć Jej szczególną obecność wyrażoną w macierzyńskiej trosce o świat. Za każdym wyśpiewanym wezwaniem Litanii Loretańskiej będziemy bliżej Tej, która na Bożą propozycję odpowiedziała całym swoim życiem, gdzie serce człowieka przylgnęło w przepływie miłości do serca Boga. Zdumiewające i pełne duchowej czułości wydają się wypisane przez  Brandstaettera słowa, skierowane pod adresem Niewiasty; którą każde polskie dziecko potrafi rozpoznać w Jasnogórskiej Ikonie: „O Madonno Ptaszęca poetko. O Madonno, Gołębniku Ewangelii. O Madonno, o twarzy czarnej jak namioty patriarchów. O Madonno, o brwiach mądrych jak sklepienie psałterza. Śpiewasz Gałązko Jessego. Śpiewasz, Dziewicza Arko Przymierza. Śpiewasz, Święte Macierzyństwo… Módl się Madonno izraelska, Starochrześcijańska, Cyprysowa, Łukaszowa, Panno Jasnogórska, Czarna, O twarzy w bliznach jak polska ziem


                        


            Ikona macierzyństwa


                                    


Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”( J 2,1-11).


Matka Boska Częstochowska- najbardziej popularna ikona- wizerunek Maryi z Dzieciątkiem Jezus. Wizerunek matczynego ciepła i bliskości najbardziej bliskiej Kobiety- Matki; wpisany tak mocno w polską kulturę, iż zdobi ścianę prawie każdego katolickiego domu. Częstochowa wraz z Jasną Górą- „Polska Kana Galilejska”, pulsujące serce Narodu- przestrzeń rozlicznych cudów. Maryja wypisana nie tylko na ikonie, ale również w wielu pomnikach pamięci. Przydrożne kapliczki, kościoły dedykowane były przemożnemu wstawiennictwu Hetmanki. Legendarna tradycja przypisuje namalowanie obrazu świętemu Łukaszowi. Najstarsze podania budują ciekawą, choć daleką od historycznej prawdy opowieść, w której to jest mowa, iż obraz Madonny został namalowany na blacie z drzewa cyprysowego; przy którym rzekomo Święta Rodzina miała spożywać posiłki. Łukasz miał wykorzystać drewno i namalować wizerunek Matki z Dzieckiem. „Fakt, że w cudownie przeniesionym do Loreto domu Świętej Rodziny nie ma stołu, był zawsze dla Polaków, koronnym dowodem prawdziwości opisanej historii”. W legendarnym podaniu tekstu pod tytułem „Translatio tabulae”- dowiadujemy się, że wizerunek Matki Boskiej został namalowany trzynaście lat po śmierci Chrystusa, że był następnie przechowywany w Jerozolimie, skąd zabrał go do Konstantynopola cesarz Konstantyn Wielki. Kodeks starosłowiański wzmiankuje, iż w późniejszym okresie cenna Ikona, stała się własnością książąt lwowskich. Na skutek zawirowań wojennych książę Władysław Opolczyk namiestnik króla Rusi, znalazł obraz w Bełzie i stamtąd zabrał go do Polski, umieszczając w Częstochowie. Obraz miał dotrzeć do Częstochowy w sierpniu 1384 roku. Od tego czasu losy Czarnej Madonny splotły się z historią jasnogórskiego klasztoru paulinów. Nie będę przytaczał całej i niezwykle barwnej historii Jasnogórskiego Obrazu. To historia powszechnie dostępna; o wiele bardziej istotny jest przekaz duchowy. Zawróćmy uwagę, że o Obrazie nie mówimy jako o dziele unikatowym, bezcennym- to jest oczywiste od strony estetycznej czy historycznej- nie wartościujemy w takich kategoriach. Dla nas Polaków obraz Madonny z Dzieciątkiem, to nic innego jak spotkanie z osobami- „żywymi do których zwracamy się z naszymi prośbami, utrapieniami, codziennością życia”. Od wieków cierpliwie słuchające próśb uciemiężonego Narodu, naznaczonego stygmatami niewoli, cierpienia i walki o wolność. Osoba Maryi i Jezusa- macierzyństwo, tajemnica wcielenia,  prezentacja boskości, relacja miłości- Matki do Syna. W tym przedstawieniu zbiegają się ze sobą ludzkie uczucia, a zarazem przekraczająca ludzkie macierzyństwo- stonowana choć, objawiająca się Chwała Boga. W wizerunku Matki- odbijają się twarze wszystkich matek ziemi, każda  na kolanach przyzywając Jej wstawiennictwa, wypraszała miłość i opiekę dla swoich dzieci. „Sam obraz Matki Bożej i jego dzieje urastają do rangi symbolu. Jest to bowiem, jeśli idzie o typ ikonograficzny, bizantyjska Hodegetria- to znaczy tyle, co „wskazująca drogę”. Ona wskazuje na Chrystusa; nigdy Go sobą nieprzesłania- Jej Syn jest zawsze w centrum. Jednocześnie Bogurodzica wyraża całe piękno ziemi, które łączy się z pięknem Boga. Jej oblicze jest ciemne, niczym ziemia. Dostojewski w „Biesach”, przez usta jednej z kobiet powiedział, że ziemia jest Matką Boską. Ziemia oznacza materię płodną, urodzajną. Jej łono stało się glebą która została spulchniona rosą Ducha Świętego. To obraz Wcielenia Boga- otwartości na łaskę, spotkania woli Maryi z wolą Wszechmocnego. Wyrażają to słowa starożytnego hymnu zwanego „Akatystem”: „Raduj się, ziemio obiecana. Raduj się, namiocie Boga oraz Słowa. Raduj się kwiecie nigdy nie więdnący…” Maryja będąca tronem dla Boga-Człowieka, jest także obrazem samego Kościoła. Jak pisał Clement: „Matka odwagi i zaufania dla tych, którzy inaczej doprowadziliby siebie samych do chaosu i rozpaczy; w łonie Maryi, zapłodnionym przez Ducha Świętego, Słowo stało się ciałem; w łonie Kościoła, zapładnianego przez Ducha, nie przestają się rodzić synowie w Synu”. Maryja dająca nam Jezusa- staje się szafarką przepływającej łaski, strumienia modlitwy który nie może wyschnąć. Kobieta z twarzą okaleczoną bliznami, staje się sercem Kościoła, Jego pokorną Matką- źródłem życia do którego zwracamy się nieporadnymi słowami: Królowo Polski- Módl się za nami !


                        Narodzenie Pańskie- Sarkofag Stylichona

         
Ps 25 


Dobry jest Pan i łaskawy,
dlatego wskazuje drogę grzesznikom.
Pomaga pokornym czynić dobrze,
uczy ubogich dróg swoich.


 Wszystkie dziedziny życia: kultura i sztuka, teologia, poezja, czy film- opowiadają o najważniejszej sprawie: Bóg stał się człowiekiem ! Nie są to narodziny wyjątkowego, inteligentnego, czy spełniającego oczekiwania wszystkich dziecka. Choć dziecko to jest wyjątkowe i streszcza w sobie mądrość, do której każdy mozolnie dorasta. To nade wszystko narodziny Boga-Człowieka. „Z miłości do swego ludu Bóg zstąpił z nieba, na ziemi znalazł sobie najniższe miejsce, swą nieskończoność zamknął w maleńkiej przestrzeni tego świata, w ubóstwie i pokorze odrzucił blask swojej chwały, ludziom służył jako niewolnik, a wreszcie stał się uczestnikiem najgłębszego cierpienia swojego ludu…” (Ch. Schonborn). Rozbił swój namiot w sercu świata, aby być rozpoznanym jako samo ofiarująca się Miłość. Paradoksalnie w Jego narodzeniu miesza się ze sobą radość i smutek, przenikanie życia i światłości oraz cień śmierci- obecny w człowieczym nieprzyjęciu Boga i prześladowaniu. Bóg porzucony przez człowieka, to tak silne przesłanie Ewangelii, że poruszony tym św. Franciszek wybiegł na ulice i krzyczał: „Miłość nie jest kochana !” Te napięcia wyraża sztuka chrześcijańska od samych początków opowiadania obrazem, rzeźbą czy architekturą. Posłużę się jednym ze znanych przykładów wczesnochrześcijańskiego opracowania tematu Narodzenia Pańskiego, na zachowanym sarkofagu rzymskiego wodza Stylichona z IV wieku. Zachował się jako podstawa pulpitu ambony w bazylice św. Ambrożego w Mediolanie. Na frontonie możemy dostrzec prostą i czytelną w swoim przekazie scenę. Dzieciątko zawinięte w opaski lub całuny, leży w żłobie które przypomina z jednej strony łóżeczko a z drugiej nasuwa skojarzenie z ołtarzem lub katafalkiem pogrzebowym. Znamy ten motyw z późniejszej ikonografii bizantyjskiej czy ruskiej. Opaski symbolicznie zapowiadają, że narodzenie jest równocześnie wejściem w wymiar śmierci. Wcielenie zakłada Odkupienie. Stwórca stał się stworzeniem, aby przez miłość do zranionej grzechem ludzkości przejść przez ramiona śmierci. „Chrystus uwalnia jednych spod jarzma prawa, innych od kultu idoli. Obecność obu zwierząt przy żłóbku wskazuje na uniwersalizm zbawienia przyniesionego przez Chrystusa. Ten, który rodzi się w Betlejem (nazwa oznacza „Dom chleba”), leży w żłóbku jak „chleb życia” na ołtarzu, dostępny dla wszystkich” (J. Naumowicz). W tej plastycznej scenie odkrywamy recepcję tekstów apokryficznych, tak mocno kształtujących język wizualnej katechezy. Możemy to odnaleźć w apokryficznym tekście „Pseudo-Mateusza”: „Trzeciego zaś dnia po narodzeniu Panna Maryja wyszła z groty i udała się do stajni. Tam złożyła dzieciątko w żłobie, a wół i osioł oddali mu pokłon. I wypełniło się to, co zostało powiedziane przez proroka Izajasza: „Poznał wół Pana swego i osioł żłób Pana swego”. Zwierzęta otoczyły dzieciątko i wielbiły je nieustannie. Wtedy wypełniły się słowa Habakuka proroka: „Objawisz się pośrodku zwierząt”. A Epigram Agatiasza Scholastyka będzie zawierał następującą treść: „Niebem jest żłóbek, nad niebo czymś większym, bo dziecię to czyni go niebem największym”. Doskonale zdajemy sobie sprawę, iż język symboli i metafor odsłania coś zgoła największego- Cud zstąpienia Boga- jak powie prolog Ewangelii Jana: „W Nim było życie”. Bóg rozpoznany i przyjęty przez każdego z nas. To największe pragnienie i życzenie zarazem. Kończę głębokimi w swoim przesłaniu słowami Kabasilasa: „Za całe dobro, jakie nam wyświadcza, Bóg nie domaga się od nas niczego poza naszą miłością. W zamian za naszą miłość daruje nam wszelki nasz dług”.




         Mozaika przedstawiająca Wcielenie


        


„Powstań ! Świeć, bo przyszło twoje światło i chwała Pańska rozbłysła nad tobą. Bo oto ciemność okryła ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą… (Iz 60,1). Izajaszowe proroctwo zwiastujące nadejście wyczekiwanego Mesjasza, stanowi doskonałe wprowadzenie do teologicznego opisu, jakim jest mozaika przedstawiająca Narodziny Chrystusa w Capella Palatina w Palermo. Mozaika ma swoją wielką siłę oddziaływania; barwne kamienie, szkła i ceramiki ułożone według określonego wzoru, nie tylko odsłaniają niezwykle barwny świat, a nade wszystko pozostawiają trwały ślad- zdolny przetrwać wieki w nienaruszonym stanie. Już Pseudo-Dionizy wyrażając swój podziw wobec nieśmiertelnego malarstwa pisał: „Można zatem tworzyć kształty stosowne dla rzeczy niebiańskich Nawe z najlichszych cząstek materii, gdyż i sama materia biorąca swe istnienie z prawdziwego piękna, zachowuje w całym swoim układzie pewne ślady umysłowego piękna”. Chodzi bowiem o uchwycenie swoim wzrokiem piękna, którego źródłem jest Bóg. Nie bez przyczyny w portalu opactwa Saint-Denis w Paryżu, wyryto następujący napis: „Przechodniu, który pragniesz wysławiać piękno tego dzieła, nie zważaj na złoto i wspaniałości, lecz na ciężki trud…” Ten trud artystycznego geniuszu odsłania sycylijska mozaika. Wykonano ją w kilku etapach i różnych przedziałach czasu. Umieszczone sceny z życia Chrystusa, stanowią barwną ilustrację, wtopioną w rytm liturgicznych celebracji roku kościelnego. Omawiana przeze mnie mozaika- Narodziny Chrystusa, stanowi nie tyle historyczną opowieść ewangelicznego wydarzenia, co raczej teologiczny komentarz do Misterium Wcielenia. Król Roger II, który był inicjatorem i donatorem tego dzieła, do wykonania mozaiki sprowadził zdolnych bizantyjskich mozaicystów. Programowi ikonograficznemu daleko jest do splendoru Bizancjum, ale stanowią twórcze spotkanie chrześcijańskiego Wschodu z Zachodem. W centrum obrazu znajduje się przedstawienie Maryi wraz z Dzieciątkiem Jezus w grocie. Jezus owinięty w całuny, spoczywa na katafalku- jest to zapowiedź złożenia do grobu. Wcielenie bowiem, stanowi zapowiedź Paschy- ekonomia zbawienia. Objawienie spełnia się, kiedy jedna z osób Boskich Osób, Syn Boży stał się Synem Człowieczym i „zamieszkał z nami”. Dla pełnego objawienia Trójcy konieczne było Wcielenie. Maryja nie jest jak często ukazują to ikony, odwrócona plecami do swojego dziecka. Wydaje się wypoczęta; podtrzymuje dłońmi Przedwiecznego, który mając szeroko otwarte oczy, pełen radosnego zdziwienia obserwuje zaistniałą wokół siebie sytuację. Na grotą świeci betlejemska gwiazda, która w wyniku koniunkcji spoczywa na miejscem cudownego narodzenia- to symbol transcendencji i epifanii Boga. Aniołowie oznajmiają pasterzom cud narodzin, mamy tu reminiscencję słów zapisanych przez Łukasza Ewangelistę: „Nie bójcie się ! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan…” Możemy również dostrzec historię drogi, trzech tajemniczych Mędrców. Magowie ofiarowują Nowonarodzonemu swoje dary, stając się tym samym, wyobrażeniem wszystkich ludzi pełnych ciekawości, uczonych, niespokojnych i pełnych przygód poszukiwaczy prawdy. Poniżej zostaje przedstawiona scena kąpieli dzieciątka. Piastunka trzyma Chrystusa, który za chwilę zostanie zanurzony w naczyniu wypełnionym wodą. Kąpiel Dzieciątka- zwróćmy uwagę na kształt naczynia, ewokuje baptysterium chrzcielne, jak również kielich eucharystyczny. Każdy chrześcijanin przez sakrament chrztu uczestniczy w misterium Wcielenia, a w Eucharystii wchodzi w sposób mistyczny w komunię z prawdziwie obecnym Bogiem. „Wszystko, co było widzialne w Chrystusie przeszło do sakramentów Kościoła”- pisał św. Leon Wielki. Na dole mozaiki, możemy dostrzec świętego Józefa, podpiera dłonią głowę- rozmyśla nad wszystkimi sprawami, które nie może pomieścić jego umysł i serce. Wszystko, co zostało ukazane w mozaice stanowi ideowo spójny obraz dogmatyczny. W centrum historii świata, jednocześnie przekraczając wszystko- „Słowo, stało się Ciałem”. Jak napisze teolog Włodzimierz Łosski: „W Chrystusie nie ma ludzkiej osoby: jest człowiek, ale jego osoba jest Osobą Boską. Chrystus jest człowiekiem, ale Jego osoba jest z nieba. Stąd właśnie określenie Apostoła Pawła: „Niebieski Człowiek”. Stąd tajemnica Wcielenia, którą transponuje sztuka, jest cudem obecności Bogoczłowieka, który prawdziwie zjednoczył w sobie dwie natury i przyjął od Dziewicy Maryi Jej ludzką naturę. Dłonie Matki obejmują nie małego- ckliwego chłopca, ale Tego, który niesie zbawienie światu. Wyraża to komentarz jednego z ojców kościoła Orygenesa: „Ten, który jest bezcielesny, wcieli się; Słowo oblekło się w ciało; Niewidzialny stał się widzialny. Ten, które żadna ręka dotykać nie może, jest dotykany… Syn Boży staje się Synem człowieczym: Jezus Chrystus, ten sam wczoraj, dzisiaj i na zawsze.”


        Światłość Logosu
                    
1 J 1,5-2,2


Umiłowani: Nowina, którą usłyszeliśmy od Jezusa Chrystusa i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu…


Bóg który zszedł na ziemię przechodząc przez łono ziemskiej Kobiety napełnił świat światłością. To światło wypełniło mury świątyń, czyniąc przestrzeń chrześcijańskiego „domu”- miejscem epifanicznym. „Miłość- pisał św. Tomasz z Akwinu- nie pozwoliła Bogu pozostać samotnym”. Zstąpił On ku ludziom i napełnił ich serca blaskiem i ciepłem miłości. Jak trudno pojąć to świetlane i pełne łaski misterium. „Lęk ogarnęło piekło, bo Stwórca staje się sercem stworzenia”, a Gwiazda Betlejemska ogłosiła Słońce Sprawiedliwości zrodzone z Dziewicy: „Przez niezachodzące Słońce i Stworzyciela, który na niebie niezmierzoną światłość, stałaś się świątynią. Boża Oblubienico i nieskalana Dziewico”- akcentuje liturgia wschodnia. Wraz z Maryją otuloną światłem i przebóstwioną, do tej synergii zostaje zaproszony Kościół. Teraz już Chrystus jednoczy w sobie jako Głowie wszystko, doprowadza do końca wszystko. „Nic nie jest poza Nim. Wcielenie zarazem podtrzymuje świat jako stworzenie Boga, ale i tajemniczo wstrząsa światem jako uwikłanym w przemoc, kłamstwo i ułudę. Świat jest wytrącony z letargu w swym porządku logicznym i koniecznym, przenikniętym śmiercią. On buntuje się przeciw Wcieleniu, odrzuca swą metamorfozę. Światło jaśnieje w ciemnościach, ale ciemności, nie mogąc go zgasić, nie przyjmują go… Przy narodzeniu Bóg i człowiek zamieniają się jakby swoim życiem. Boski zalążek, moc ostatecznej metamorfozy, wszedł w świat. Bogoczłowieczeństwo dokonane w Chrystusie, proponowane ludziom, wszystkiemu nadaje cel…” (O. Clement). Ten proces przemiany świata odsłania ikona narodzenia Chrystusa. Ikona nie ukazuje historycznej narracji z Betlejem, nie ma tu reportażu zaspokajającego ciekawość; lecz jest teologicznym traktatem wskazującym na ustąpienie symbolicznych ciemności świata i zajaśnienie Światłości. „Kłaniamy się Twemu Narodzeniu Chryste, daj nam ujrzeć Twoja Boską Teofanię”. Jego światłość wyznacza punkt zbieżny w ikonie, aby całą kompozycję skierować na Jego przyjście. W następstwie tego otrzymujemy subtelną grę światła i ciemności. Tylko przez takie skontrastowanie nasz racjonalny i obciążony mnóstwem pytań może zedrzeć zasłonę niepoznawalności i przybliżyć oczy duszy ku „Światłości nieznającej zachodu”. Z ciemną grotą ostro kontrastują promienie światła „spadającego z wysokości”, które są reminiscencją hymnu Zachariasza- jaśnieją „tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1,7). Gwiazda bożonarodzeniowej ikony ogniskuje na sobie spojrzenie i emanuje strumieniem światła w kierunku Przedwiecznego złożonego w ciemnościach groty. Gwiazda oznacza tę, którą ujrzeli utrudzeni wędrówką mędrcy ze Wschodu. Wchodząc głębiej w symbolikę- to gwiazdą jaśniejącą na nieboskłonie jest sam Chrystus. „Światłość w ciemności świeci”. Komentuje to w swojej homilii św. Ambroży: „Gwiazda jest widzialna jedynie przez mędrców, nie widać jej tam, gdzie mieszka Herod; tam gdzie przebywa Chrystus, znowu staje się widzialna i wskazuje drogę. Zatem ta gwiazda to droga, droga- Chrystus, ponieważ w tajemnicy wcielenia Chrystus jest gwiazdą, bo „wschodzi z Jakuba, a z Izraela podnosi berło”. Zatem gdzie jest Chrystus, tam i gwiazda, On bowiem jest „Gwiazdą świecącą poranną”. Tak więc wskazuje na siebie swoim własnym światłem”. Wychodzący promień z gwiazdy dzieli się na trzy blaski, wskazując obecność Trzech Osób Boskich w ekonomii zbawienia. Narodzenie dziecięcia jest Teofanią Boga. Na zewnątrz groty usytuowana została Maryja. Jest Ona przyodziana w purpurę, zmęczona po bólach rodzenia, odwrócona plecami do swojego dziecięcia. „Witaj, Gwiazdo, zwiastująca nam Słońce”. To za Nią wzeszła Światłość, którą w skrytości i ludzkiej ograniczoności kontempluje ziemska Matka. Finałem tej ikonograficznej wizji jest spowijająca wszystko radość wypisująca się na twarzach adorujących aniołów. Oni dostrzegają już świat przemieniony. „Jego światłość jest już światłością Paruzji… Ikona objawia wszystkim tę eschatologiczną światłość świętych, jest promieniem Ósmego Dnia, świadectwem rozpoczętej eschatologii” (P. Evdokimov). Niech Chrystus narodzony rozpromieni nasze dusze swoim światłem, abyśmy już widzieli nie jakby w zwierciadle- ale w  prawdziwej bliskości- światłości Logosu !


              Ikona Ukrzyżowania


                      


J 18, 1 – 19, 42


… A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki:  Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął ją do siebie. Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł:  Pragnę.  Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę nasączoną octem i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł:  Dokonało się!  I skłoniwszy głowę, oddał ducha…


    Ikonografia Kościoła Wschodniego z niezwykłą wrażliwością i pieczołowitością transponuje przekaz Ewangelii, aby przez tragizm chwili, przebiła się nadzieja Paschy. Święty Grzegorz Wielki mówił: „Abyśmy mogli żyć, było konieczne, by Bóg stał się człowiekiem, aby móc umrzeć”. Dlatego Krzyż stał się największym argumentem miłości, i najbardziej przemawiającą atrybucją łaski Odkupiciela. „Bóg pojawia się i wyznaje swoją miłość i błaga, żeby Mu ją odwzajemnić… odepchnięty, czeka przed drzwiami. Za całe dobro które nam wyświadczył, prosi w zamian tylko o naszą miłość; w zamian za naszą miłość umorzy wszystkie nasze długi” (M. Kabasilas). Tylko tak należy rozumieć misterium Krzyża- miłość jako dar, który człowiek potrafi przyjąć i na niego odpowiedzieć w całej pełni. „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje…”( Łk 9,23). Ikona Ukrzyżowania odsłania zasłonę czasu i kontempluje w zachwycie triumf paschalnego zwycięstwa. Wyczuwamy tutaj wielką autonomię Chrystusa. Szczególnie ruskie ikony ukazują Pana, który dobrowolnie przyjął na siebie cierpienie, a szczytem tego jest dokonane zwycięstwo nad szatanem, grzechem i śmiercią. Obcy jest Wschodowi sposób akcentowania cierpienia, tak jak to możemy zobaczyć na licznych obrazach zachodnich. Nie ma tu doloryzmu i dostrzegalnego okiem, fizycznego procesu wyniszczenia. „Dla wschodniego chrześcijanina ważne jest oczyszczenie, odnowienie, aby w ten sposób dojść do światłości Taboru”. Rodzi się jakieś naturalne pragnienie uchwycenia- tu i teraz- eksplozji światła, które za chwilę rozpieczętuje grób. „Zbawiciel na krzyżu nie jest zwyczajnie zmarłym Chrystusem, jest Kyriosem, Panem własnej śmierci i Panem swego życia. Męka nie wywołała w Nim żadnej zmiany. Pozostaje Słowem, Życiem wiecznym, które wydaje się na śmierć i przezwycięża ją” (P. Evdokimov). Tylko tak rozumiana wolność Boga rekapituluje stworzenie i człowieka- wszystko napełnia na nowo sensem oraz życiem. Krzyż stał się drzewem zasadzonym na Golgocie, aby człowiek zraniony grzechem mógł się po nim wdrapać ku nowemu życiu. Dlatego umieszczona w ciemnościach groty czaszka, staje się symbolem rehabilitacji pierwszego człowieka- Adama. Krew, która wytrysnęła z boku Nowego Adama, przywróciła do życia starego Adama i zniszczyła zapis starodawnej winy. Odkupienie to nowe stworzenie. Jak napisze ks. Hryniewicz: „Piękno utożsamiające się z miłością jaśnieje w tajemnicy kenotycznego samoumniejszenia i uniżenia Chrystusa… Uniżenie i opuszczenie ma sens zbawczy i wyzwalający… Tak rozpoczyna się droga uczestnictwa w światłości Taboru, przygotowująca dzieje ludzkości na objawienie Piękna Ostatecznego”. Tylko w Krzyżu i przez Krzyż Chrystusa, jesteśmy wstanie zrozumieć nasze życie i naszą przyszłość. To z wysokości narzędzia hańby i odrzucenia, Dobry Łotr usłyszał słowa nadziei: „Jeszcze dziś ze Mną będziesz w Raju !”




                        Ikona Krzyża


 Krzyż widziany oczami chrześcijan Wschodu „Wschód i Zachód chrześcijański różnią się między sobą odmiennym rozłożeniem akcentów, niejednokrotnie komplementarnych, w rozumieniu i przeżywaniu misterium Chrystusa. Zachód rozwijał zwłaszcza od średniowiecza, głęboki kult człowieczeństwa Chrystusa. Dokonało się to w dużej mierze pod wpływem bezpośredniego kontaktu z Ziemią Świętą (zwłaszcza od czasów wypraw krzyżowych) oraz rozwoju różnych form kultu okazywanego osobie Chrystusa. Tymczasem chrześcijański Wschód zazwyczaj nie zatrzymywał się w swej teologii i duchowości na cierpiącym człowieczeństwie Chrystusa. Dzięki właściwej sobie wrażliwości dogmatycznej szedł jeszcze dalej w kontemplacji Jego misterium, czcząc w milczeniu niewyrażalną tajemnicę „Boga, który wycierpiał mękę”. Dlatego dogmatyczna wizja męki i śmierci Chrystusa przeniknięta jest w tradycji wschodniej myślą o chwale, zwycięstwie i przetwarzającej mocy bóstwa, osobowo zjednoczonego z człowieczeństwem. Niewłaściwą rzeczą byłoby jednak przeciwstawienie Zachodu z jego kultem tajemnicy Krzyża Chrystusa wschodniej wrażliwości na Jego chwałę i zmartwychwstanie. Wystarczy wsłuchać się we wschodnie nabożeństwa w okresie Męki Pańskiej, kiedy to liturgia ukazuje Jezusa uniżonego i pokornego (…)Umysł ludzki z trudem przyjmuje, że transcendentny Bóg może być równocześnie Tym, który został ukrzyżowany i przeszedł przez mękę. Istnieją w ikonografii bizantyjskiej przejmujące wyobrażenia Jezusa (…)Bizantyjski Chrystus w stanie największego upokorzenia łagodnie promieniuje tajemnicą Przemienienia. Łacinnicy przebywający do w Bizancjum w XI wieku gorszyli się wręcz na widok ikony Chrystusa ukrzyżowanego z zamkniętymi oczyma i ze skłonioną głową. W tym czasie na Zachodzie przedstawiano Go na krzyżu jeszcze jako żywego, z głową podniesioną i otwartymi szeroko oczyma i ze skłoniona głową, chcąc podkreślić Jego Boską moc. Jednak kilka wieków później, wraz z rozpowszechnieniem się koncepcji odkupienia i zadośćuczynienia rozwiniętej przez św. Anzelma z Cantenbury, na Zachodzie zaczęto podkreślać przede wszystkim cierpienie i mękę człowieczeństwa Chrystusa.” (W. Hryniewicz Kościół jest jeden ).
            Bizantyjski Krzyż- „Przedstawiony Chrystus jest obnażony, jedynie w białej przepasce (perizonium) obejmującej biodra. Ciało przegięte w prawo, głowa pochylona i zamknięte oczy wskazują na śmierć Ukrzyżowanego. Jednak Jego twarz, skierowana w stroną Marii, zachowała wyraz majestatu w cierpieniu, wyraz, który pozwala myśleć o zaśnięciu. Oznacza to, że ciało Bogaczłowieka pozostało w śmierci niezniszczalnym: Życie zasnęło i otchłań drży z przerażenia.( Oficjum bizantyjskie Wielkiej Soboty). Zwycięstwo nad śmiercią i otchłanią symbolizuje otwierająca się jama u stóp krzyża, pod szczytem kamienistej Golgoty, skała pęknięta w momencie śmierci Chrystusa i pozwalająca dostrzec trupią czaszkę. Jest to czaszka Adama, który według wierzenia niektórych, jak mówi św. Jan Złotousty, był pochowany pod Golgotą-miejscem Trupiej Czaszki.(J 19,17). Jeżeli tradycja ikonograficzna zaadaptowała ten szczegół, zaczerpnięty ze źródeł apokryficznych, to w celu wyjaśnienia   sensu dogmatycznego ikony Ukrzyżowania: odkupienie pierwszego Adama przez Krew Chrystusa, Nowego Adama- Boga, który stał się człowiekiem, aby zbawić rodzaj ludzki. Krzyż posiada trzy poprzeczki- formę, która odpowiada bardzo starej tradycji, zachowanej jako autentyczna na Wschodzi i Zachodzie. Górna porzeczka odpowiada tablicy z napisem głoszącym winę skazańca. Dolna jest odpowiednikiem suppedaneum, na którym spoczywały nogi Chrystusa, przebite dwoma gwoźdźmi. Poprzeczka ta na greckich ikonach jest horyzontalna, natomiast na rosyjskich jest najczęściej pochyła. To pochylenie przechodzące od prawej strony Chrystusa ku lewej zawiera pewien sens symboliczny- oto sąd: usprawiedliwienie dobrego łotra i potępienie złego. Tło architektoniczne za krzyżem przedstawia mury Jerozolimy. Tło to jest już umieszczone na scenie Ukrzyżowania z drzwi kościoła św. Sabiny (VIw.). Szczegół ten nie tylko odpowiada prawdzie historycznej, ale równocześnie wyciska pewien duchowy nakaz: jak Chrystus wyszedł poza Jerozolimę, tak również chrześcijanie powinni naśladować Go i wyjść poza mury, niosąc Jego hańbę (…). Górna część krzyża wraz z rozciągniętymi ramionami Chrystusa wznosi się ponad murem na tle nieba. Ukrzyżowanie na miejscu odkrytym oznacza kosmiczne znaczenie śmierci Chrystusa, który oczyścił powietrze i uwolnił wszechświat od władzy demonów.”( W. Łosski Krzyż – artykuł umieszczony NOVUM 1-2/1981).


Na ikonie przedstawione są również postacie zgodnie przekazem Ewangelii. Maryja zajmuje miejsce po prawej stronie Chrystusa, archetyp kobiecości, obraz doskonałej kobiecości (Kościół obmyty Krwią Baranka). Jej oblicze wyraża ludzkie emocje, widząc cierpienie i agonię Syna, wyciągając ku Niemu swa rękę, to postawa zatrzymania w kontemplacji zbawczego wydarzenia, do którego każdy chrześcijanin w osobie Matki jest zaproszony. Widzimy również św. Jana, stoi opanowany choć rodziera go cierpienie wewnętrzne patrząc na ukochanego Mistrza. Jan to ten który spoczywał na piersi Jezusa w czasie wieczerzy paschalnej- jest symbolem wielkiej mistyki Kościoła Wschodniego, który w swojej teologii pragnie zgłębiać misterium spoczywając na piersi Zbawiciela. „A ból i udręczenie są widziane z punktu widzenia Zmartwychwstania- dlatego też ciało spoczywa na ramionach krzyża spokojnie i dostojnie. Tragedia nie jest tu pominięta- krzyż pozostaje krzyżem- a jednak nie do niego należy ostatni głos na temat ludzkiego ciała. Ikona Ukrzyżowania jest oknem nadziei. Jest nauką, jak spoglądać na ludzkie ciało i jak je przedstawiać. Tendencja ta w mniejszej lub bardziej udanej realizacji – przenika wszystkie ikony i to ona między innymi stanowi o ich przyciągającej mocy i pięknie.”(M. Bielawski Blask Ikon ).  „Dający życie Krzyż jest jedyną odpowiedzią na ateistyczny proces królowania zła. Można tutaj odnieść do Boga najbardziej paradoksalne pojęcie, pojecie słabości, która oznacza zbawienie przez dobrowolną miłość: Bóg pojawia się i wyznaje swoją miłość i błaga, żeby Mu ją odwzajemnić (…), odepchnięty, czeka przed drzwiami (…) Za całe dobro, które nam wyświadczył, prosi w zamian tylko o naszą miłość; w zamian za nasza miłość umoży wszystkie nasze długi”. Wobec cierpienia, wobec wszelkiej formy zła jedyna odpowiednią wydaje się odpowiedź, że „Bóg jest słaby” i że może tylko cierpieć razem z nami. Słaby na pewno nie w swojej wszechmocy, lecz w swej ukrzyżowanej Miłości…”(P. Evdokimov Sztuka ikony. Teologia Piękna). Boże, któryś przyszedł przy końcu czasów, ażeby nas zbawić, któryś wygnał Adama z raju o wieczorze dnia i przywrócił go do dziedzictwa również u schyłku dnia, przez Twe ukrzyżowanie zmiłuj się nade mną teraz, gdy koniec mojego życia nadchodzi i kiedy ogarnia mnie zmrok.  (św. Makary Egipcjanin – Modlitwa wieczorna)





      Ikona zmartwychwstania


 


Człowiek pozostaje rozpostarty pomiędzy dobrem i złem; stając przed koniecznością nieustannych wyborów, przez które dokonuje się orientacja jego życia w dwóch różnych wymiarach. Zło nie jest problemem peryferyjnym, to jeden z najbardziej trudnych dla teologa, czy humanisty tematów granicznych, mających swoje korzenie w tej najbardziej pierwotnej, na wskroś symbolicznej- edenicznej koncepcji świata: osadzonego w rajskiej szczęśliwości człowieka i boskiej atrybucji, jaką jest dar wolnej woli. Utrata stanu szczęśliwości (znalezienia się poza Bogiem) i harmonii moralnej, spowodowała tak wielkie rozdarcie i rozdroże, iż człowiek znalazł się poza „przestrzenią dobra”- zmieniając diametralnie warunki swojej egzystencji. Od tej pory pojawia się w człowieku paraliżujący serce i umysł lęk. Jak wyraził to rosyjski myśliciel Bierdiajew: „Człowiek chce uciec przed dręczącym problemem zła w sferę naturalną i tym zamaskować swoją zdradę Boga”.  Mamy tutaj do czynienia z problemem teodycei, czyli współistnienia Boga i zła. Choć tak naprawdę zaistnienia zła, nie można wyjaśnić bez wolności. Człowiek stał się bezradnym dzieckiem, paradoksalnie tkwiącym pomiędzy dobrem i złem. Jak mówił Dostojewski w Biesach: „Człowiek jest nieszczęśliwy tylko dlatego, że nie wie, iż może być szczęśliwy”. Mamy tutaj zaistnienie pewnego elementu demonicznego; człowiek uwierzył, że może być takim jak Bóg i tym samym utracił własną autonomię, oraz pełnię życia. Świadomość zła, staje się wypadkową niechcianego cierpienia i bezradności- destrukcji duszy i duchowej alienacji. Wszystko niczym klocki domina zaczyna się walić, a co najgorsze, nie można tego procesu zahamować. Raj zostaje opustoszały, a człowiek staje się bytem wykolejonym, czującym pod nogami chropowatość ziemi i odór śmierci na własnych plecach. Raj pozostał za plecami, a dobro zostało zainfekowane kłamstwem przewrotnego „węża”. „Człowiek zmienia ontologiczne warunki swojej egzystencji; nie został wyrzucony, on sam siebie wyrzuca, ponieważ jego natura nie odpowiada już ontologicznym warunkom raju. Misja Chrystusa, sens Odkupienia polegają na odwróceniu tych ontologicznych warunków, na umieszczeniu człowieka w jego początkowych warunkach- a wtedy zgodnie z prologiem czwartej Ewangelii, dostęp do nieba zostaje znowu otwarty”(P. Evdokimov). W Chrystusie- Nowym Adamie  człowiekowi stworzonemu według imago Dei zostaje przywrócona jasność widzenia własnej egzystencji; percepcja dobra przechodząca ponad złem i fałszem demonicznej konstrukcji świata. Boża filantropia bierze górę nad traumatyczną perspektywą wyboru zła i śmierci. Chrystus przychodzi i wyzwala człowieka z wszechobecnego poczucia lęku. Od tej pory jakikolwiek wybór człowieka, nie będzie przeniknięty trwogą egzystencjalnego niepokoju, ryzyka, czy bólu. Zło, które zaistniało jako konsekwencja ludzkiej nieświadomości, lekkomyślności i grzechu, zostaje przeobrażona przez przyjście Chrystusa i zstąpienie w najgłębsze otchłanie ludzkiej wolności lub jej braku. Wyrażają to przeniknięte nadzieją teksty liturgicznych modlitw Kościoła: „A gdy człowiek przez nieposłuszeństwo utracił Twoja przyjaźń, nie pozostawiłeś go pod władzą śmierci. W miłosierdziu swoim pośpieszyłeś z pomocą wszystkim ludziom, aby Ciebie szukali i znaleźli… Abyśmy żyli już nie dla siebie, ale dla Chrystusa, który za nas umarł i zmartwychwstał…” Oddaje to z całą głębią ikoniczna teologia chrześcijaństwa. Bóg, który w Chrystusie Zmartwychwstałym zwycięża zło, lęk i śmierć.


Ikona pozwala odczuć obecność niewidzialnej rzeczywistości w oglądzie całości; czyni tę rzeczywistość w pewien sposób widoczną, dostrzegalną przez człowieka. Ikonografia daje świadectwo temu, co niewidzialne. Jest aktem wiary i nadziei- posługuje się w jakimś stopniu tzw. „pozarozumowym realizmem” poznawczym oraz percepcją świata, który z tęsknotą w sobie nosimy, a do którego usilnie próbujemy się wznieść przez nasze władze poznawcze. Dlatego ważne jest uchwycenie w sztuce ikony- pewnego rodzaju przeźroczystości; co sprawia, iż dokonuje się pewien rodzaj innego poznania- wznoszenie się umysłu i serca przez doświadczenie materii obrazu, ku archetypicznemu światu, który już jest przemieniony w Bogu. Teologia piękna w której znajdują swoje potwierdzenie teologiczne refleksje nad wiarą. Wyrażają to słowa chrześcijańskiego Credo- „zstąpił do piekieł”. Zstąpienie do piekieł, widziane oczyma wiary, stanowi jedno, powiązane
i komplementarne wydarzenie: męki, śmierci krzyżowej i zwycięskiego zmartwychwstania. „Krzyż i zmartwychwstanie ukazują się w tej perspektywie jako dwa oblicza tego samego misterium. Tę właśnie jedność Chrystusowej Paschy wyraża ikonografia chrześcijańskiego Wschodu, przedstawiając Anastasis jako zstąpienie i wyjście z Otchłani: Chrystus kruszy bramy krainy zmarłych, dźwiga Adama i Ewę za rękę i wprowadza wszystkich oczekujących Go do królestwa życia”. To nic innego jak duchowe doświadczenie zwycięstwa życia nad śmiercią, dobra nad złem- umiejętnie i z ogromną wrażliwością przetransponowane w ikonograficzną wizję, pełną apofatycznego milczenia. Słowa radosnego Troparionu oddają wizualizację tego misterium wiary. „Chrystus powstał z martwych, śmiercią podeptał śmierć, i będących w grobach życie dał”. W ten sposób każdy wierzący może z właściwą dla siebie wrażliwością, kontemplować tajemnicę zbawienia, która stanowi jakże ważną prawdę o ostatecznej perspektywie życia w Bogu i zwycięstwie nad złem. Tu ciemność zostaje ostatecznie pokonana, ponieważ grzech i cień obecnego zła, został ugodzony w samo serce. Bunt Adama który stał się przyczyną strącenia w ciemność i zainfekowania świata złem, teraz zostaje rozświetlony obecnością zstępującego Życia. „Chrystus jest jakby słońcem zstępującym do podziemi. Całe Jego postać jest pełna dynamizmu. Skraj szaty rozwiany i unoszony wiatrem świadczy o tym, że Zbawiciel zstąpił do piekieł tak szybko i nagle jak błyskawica. Jego stopy depczą skruszone bramy piekieł, wyrwane z zawiasów i skrzyżowane nad otchłanią, do której zostały wrzucone piekło i śmierć…”(G. Krug). Jak napisze św. Paweł „Albowiem Bóg, Ten który rozkazał ciemnością by zajaśniały  światłem, zabłysnął
w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa” (2Kor 4,6). Wszystko zostaje przeniknięte światłem i życiem; nie ma takiego bytu, który nie zauważyłby triumfu Zbawiciela. Euforia szczęścia… „A przecież Chrystus jest „Bogiem, który tańczy” - napisze O. Clement. Tak można Go zobaczyć na przykład na fresku w kościele Zbawiciela na Chorze w Konstantynopolu: Chrystus zstępuje do piekieł, jedną nogą rozbija bramy piekieł; a drugą zaczyna wstępować w jaśniejącą biel i wyrywa Adama i Ewę z grobów ! Oto Bóg, który tańczy !”A mniszka Marie- Pascalae Jegou, napisze o tej paschalnej radości: „Bóg krąży tanecznym krokiem, okadzając nasze ogrody. Nie jest powściągliwy, przeciwnie- nie można ukryć swej radości. Wierzę w Boga, który śmieje się i tańczy. Wszystko, co stworzył, jest tańcem wznoszącym się w kierunku Oblicza. Słowo istnieje dla wszystkich i wszyscy i wszyscy, jak magnesem, są przez Nie przyciągani w kierunku szczęśliwości” (M.P.Jegou). Kościół pragnie tym samym entuzjazmem odpowiedzieć na dar wyzwolenia, radośnie naigrywając się ze zła i śmierci. „Gdzie jest, o śmierci twoje zwycięstwo ? Gdzie jest, o śmierci twój oścień ?”(1 Kor 15,54). To przesłanie święta radości, podejmuje każdy głęboko wierzący chrześcijanin. Każdy opieczętowany miłością Baranka wielkanocnego, chce wypowiedzieć innym- przesłanie nadziei: Nie bój się. Chrystus Zmartwychwstał !


  W przepowiadaniu kerygmatu chrześcijaństwo mówi o spotkaniu zranionego grzechem człowieka z Bogiem, który wyzwala i uzdrawia- uwalnia z więzów zła. Zostaje pokonany największy z człowieczych lęków- strach przed objęciami zła
i śmierci. „Chrystus wstaje z martwych- napisze K. Ware, a swym powstaniem wyzwala On nas od trwogi i przerażenia: zwycięstwo Krzyża zostało potwierdzone, otwarcie pokazano, iż miłość jest silniejsza od nienawiści, a życie- od śmierci”. Śmierć i zło zostało pokonane i zniweczone zostały plany złego ducha. Rozbrzmiewają zatem w całej pełni słowa homilii paschalnej św. Jana Chryzostoma: „Niechaj nikt się nie boi śmierci, albowiem śmierć Zbawiciela nas oswobodziła. Chrystus zmartwychwstał i demony upadły. Chrystus zmartwychwstał i aniołowie się radują…” Zło wiąże się z wolnością. Dlatego wolność prowadzi do cierpienia. Droga wolności jest drogą cierpienia. Chrystus wszedł w ludzką historię, aby cierpienie przeobrazić, wypełnić nadzieją. „Droga zła rozdwaja człowieka”- pisał wspomniany przeze mnie Bierdiajew. Chrystus Zmartwychwstały zstępuje w te najbardziej newralgiczne, inferalne przestrzenie życia, aby scalić człowieka- chwycić go za dłoń, niczym pierwszego Adama i wyprowadzić ku wolności. A ostatecznym słowem człowieka jest wezwanie: Hosanna ! Panie, ratuj mnie od zła i lęku przed śmiercią.  




                                                    Ikona Wniebowstąpienia


                     


Od samego początku chrześcijaństwo było głoszeniem radosnej obecności Pana. W Kościele starożytnym cała Piećdziesiątnica była świętowaniem wniebowstąpienia, określano to wydarzenia jako analempsis- „wzięcie”- „Gdy dopełniały się dni Jego wzięcia z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy” (Łk 9,51). „Ta analempsis obejmuje nie tylko wniebowstąpienie, lecz całe wywyższenie lub zabranie Pana z tego świata, to znaczy Jego najgłębsze uniżenie na Krzyżu, które wszak było konieczne dla Jego wywyższenia”. Jak echo powracają w tym miejscu Chrystusowe słowa skierowane do uczniów: „Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża będzie wywyższony” (Mt 23,12). „Nikt nie wstąpił do nieba tylko ten, który zstąpił z nieba” (J 3,13). Święty Augustyn świetnie komentuje misterium tego wydarzenia, wkładając w usta Chrystusa przesłanie nadziei dla wierzących: „Bądźcie moimi członkami, jeśli chcecie wstąpić do nieba. W tym przeto zbieramy siły, tym żyjemy wszystkimi pragnieniami. O tym rozmyślajmy na ziemi, czy będziemy w niebiosach”. Przesłanie jest jak najbardziej czytelne; skoro Pan wstąpił do nieba, to tam jest nasza Ojczyzna do której w trudach egzystencji zmierzamy. Co z tej tęsknoty za innym wymiarem bytowania wyraża sztuka chrześcijańska, obnażając najbardziej głębokie tęsknoty za spotkaniem z Panem. Ikonografia kościołów, na Wschodzie i Zachodzie, stanowi ukazanie tajemnicy wniebowstąpienia w wymiarze całego Kościoła- pewnego sensus fidei. Pantokrator zdobiący apsydy bazylik, jest Tym wywyższonym przez Ojca, wraz z którym manifestuje swoją boską i życiodajną moc. „Wniebowstąpienie zakończy się wtedy- pisał o. Corbon, gdy wszystkie członki Jego Ciała zostaną przyciągnięte do Ojca i ożywione Jego Duchem”. Czyż nie taki jest sens odpowiedzi, którą aniołowie udzieli mężom z Galilei: „Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo ? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjedzie tak samo jak widzieliście Go wstępującego do nieba”. Wniebowstąpienie jest paschalnym działaniem Chrystusa, który wszystko napełnia, jak również nieustannie odchodzi i przychodzi pozostawiając ślady swojej obecności. Te ślady obecności możemy odnaleźć w ikonie święta. Wraz z kontemplacją spowitego chwałą Chrystusa, dokonuje się podniesienie naszego człowieczeństwa, percepcji ludzkiego ducha- sur sum corda ! Tak jak podaje nam przekaz Ewangelii, tak wraz za nim podąża wyobraźnia ikonograficzna, próbująca uchwycić Chrystusowe „odejście”. Na ikonie cały Kościół zgromadzony na górze Oliwnej trwa w modlitewnym oczekiwaniu. Chrystus jako głowa Kościoła, Maryja- jego figurą, apostołowie- jego fundamentami. Na wszystkich ikonach Wniebowstąpienia wznoszący się ponad obłoki Chrystus przedstawiony jest w chwale i majestacie, w którym przyjdzie na końcu czasów, kiedy rozpocznie się eschatologiczny czas Paruzji. „Wznoszącego się Chrystusa, wspieranego przez dwóch aniołów, otacza krąg sfer kosmicznych, w którym promieniuje Jego chwała. Barwy szat anielskich odtwarzają barwy szat apostołów. Są to aniołowie Wcielenia, którzy podkreślają, że Chrystus opuszcza ziemię razem ze swoim ciałem i przez to nie oddziela się od ziemi i od wiernych, związanych z Nim przez Jego krew. Chrystus wyciąga prawą rękę w geście błogosławieństwa, a w lewej trzyma zwój Pism. Jest On źródłem łaski- błogosławieństwa i słowa- nauczania. Theotokos zajmuje miejsce centralne, jest osią grupy umieszczonej na pierwszym planie. Jej postać odcina się od białego tła szat anielskich. „Czcigodniejsza od Cherubinów i bez porównania chwalebniejsza od Serafinów’, stanowi od zawsze wytyczone centrum, w którym skupiają się światy anielski i ludzki, ziemia i niebo… Matka Boża, figura Kościoła, zawsze przedstawiana jest pod Chrystusem. Występuje w podwójnej roli: jako „orantka” wobec Boga, jest tą, która oręduje, jako „przeczysta”, wobec świata, jest świętością Kościoła”( Evdokimov P.) Apostłowie podzieleni na dwie grupy, otaczają Maryję- nową Ewę, tworząc tym samy doskonały krąg- jako symbol Kościoła którego zadaniem jest manifestacja Królestwa Bożego. „ Z nieruchomością postaci Matki Bożej kontrastują gesty apostołów, wyrażające zdumienie, uwielbienie i zachwyt. Najbliżej Maryi zostali wyeksponowani św. Piotr i św. Paweł.” (ks. M. Janocha). Wszystkich spowija atmosfera rozmodlenia, spokoju i uwielbienia, gdyż tam ból rozstania łączy się z radością obecności w Duchu Świętym. Rozradowali się uczniowie, ponieważ teraz ich wiara jest doskonała i ich duch otwarty  na zrozumienie tajemnic Chrystusa, już wiedzieli że przez Wniebowstąpienie otworzył bramy Nieba, a tym samym każdy z nich otrzymał zaproszenie aby tam wejść.




       Pasterz


J 10,11-11


Jezus powiedział do faryzeuszów: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz.


Obraz Chrystusa Dobrego Pasterza towarzyszy od początku chrześcijaństwa. Chyba nie ma takiego chrześcijańskiego dziecka które w tym przedstawieniu jednoznacznie nie zidentyfikowałoby obrazu Jezusa Chrystusa. To najpopularniejszy wypowiedziany językiem malarskim obraz najważniejszej postaci w historii zbawienia. Obok rzadkich wizerunków przedstawiających Chrystusa wprost, istnieje cała gama związanych z tym tematem wyobrażeń symbolicznych; malowanych w katakumbach lub rzeźbionych- jako motyw dekoracyjny na sarkofagach. Wśród tych, które odwołują się do postaci ludzkiej, najważniejsze miejsce zajmuje przywołany już, typ Dobrego Pasterza, istniejący już od I wieku. Wiele jego przykładów występuje w rzymskich katakumbach Domicylii. Obraz ten łączy się ściśle z przedstawieniem baranka, zaczerpniętym z tekstów biblijnych, jak również stanowi silne odwołanie do kultury pogańskiej, której motywy w sposób umiejętny zostały przetransponowane do sztuki chrześcijańskiej i nabrały całkowicie nowej w przekazie treści.  Przedstawienie Dobrego Pasterza jest znakomitym przykładem na to, w jaki sposób w sztuce wczesnochrześcijańskiej motywy antyczne wiązane były z biblijno-chrześcijańskimi ideałami. Warto zaznaczyć że dla pierwszych wyznawców, sposób obrazowania i różnorodność tematów, miała jeden najważniejszy cel, jakim był przekaz wiary. Katecheza w obrazie, która stanowiła pewien teologiczny język wypowiedzi. „Toteż sens chrześcijańskich symboli odsłaniano katechumenom stopniowo, w miarę postępowania ich przygotowań do Chrztu. Poza tym kontakt miedzy chrześcijanami a światem zewnętrznym także wymagał swoistego języka- szyfru. Chrześcijanie nie byli zainteresowani, by odsłaniać pogańskiemu i wrogiemu światu swoje tajemnice”. Stąd odczytywanie przedstawienia miało dla dwóch różnych grup ludzi, całkiem inny przekaz. Motyw mężczyzny niosącego zwierzę na plecach przetrwał w wielu przestawieniach sztuki antycznej. Najsłynniejszym przykładem jest Moschoforos w ateńskim muzeum na Akropolu, będący zapewne przedstawieniem mężczyzny niosącego zwierzę ofiarne. W sztuce antycznej występują poza tym jeszcze inne motywy, np:  pasterz i bóg Hermas niosący barana. W wielu kulturach pasterz posiada znaczenie symboliczne o kontekście religijnym. W Psalmach mamy odniesienie jednoznaczne do obrazu troskliwego Boga: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego…” (Ps 23). O częstym przedstawianiu w sztuce pierwszych wieków Chrystusa jako Dobrego Pasterza zdecydowały Jego własne słowa, kiedy odwołuje się do motywu zagubionej owcy (Łk 15, 3-7). Mówi jednocześnie o sobie, jako o Dobrym Pasterzu: „Ja jestem Dobrym Pasterzem. Dobry Pasterz daje życie swoje za owce”, albo „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 15,24). „Chrześcijaństwo przyjmuje ten typ ikonograficzny i nadaje mu konkretny sens dogmatyczny: Dobry Pasterz- Bóg wcielony- bierze na ramiona zbłąkaną owcę, tzn. upadłą naturę ludzką, ludzkość, którą wprowadza do swojej chwały”. W tej scenie zawiera się cała wykładnia misji Jezusa- odnaleźć to co zagubione, poranione, będące w stanie upadku.  Pisze o tym Klemens Aleksandryjski: „Boski Pedagog jest godny zaufania, bo został ozdobiony trzema i to najpiękniejszymi darami: mądrością, życzliwością i autorytetem. Mądrością- bo jest mądrością Ojca; autorytetem- bo jest Bogiem i Stwórcą; życzliwością- bo On sam siebie za nas złożył w ofierze”. W tym jakże przemawiającym do wyobraźni obrazie, ciągle aktualnym, a może dzisiaj w poczuciu ludzkiej samotności jeszcze bardziej; potrzeba poczuć miłość Boga dla którego jesteśmy ważni, który każdego z nas cierpliwie szuka, aby przyprowadzić do swojej owczarni jaką jest Kościół. Bóg niesie ciebie na swoich ramionach a jedyne ślady jakie widzisz na ziemi, to odbicie Jego stóp”. Pragnę zakończyć słowami modlitwy którą napisał św. Symeon Nowy Teolog. W tych słowach każdy może zawrzeć osobiste pragnienie bycia niesionym na „ramionach Boga”. „Tak, Pasterzu współczujący, dobry, łagodny, który chcesz zbawić wszystkich w Ciebie wierzących, zmiłuj się nade mną, wysłuchaj mojej modlitwy, nie gniewaj się, nie odwracaj ode mnie swojego oblicza, ale naucz mnie spełniać Twoją wolę. Nie szukam bowiem spełnienia mojej woli, lecz Twojej, abym Tobie służył, o Miłosierny !”




                                               Ikona Sądu Ostatecznego – Rublov


Mk 13,24-32


Jezus powiedział do swoich uczniów: „W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”.


W kalendarzu liturgicznym Kościoła, czas zatacza swój krąg; wszystko żyje nadzieją na spotkanie z Panem. Czas wyznacza ważne momenty w cyklu roku, uświadamiając wiernym prawdę o obecności Chrystusa w czasie, życiu, codziennych sprawach, jak również rozpościera w swoim przepowiadaniu prawdę o przemijaniu i perspektywie przyjścia Pana- Sąd Ostateczny. Eschatologia, którą odsłania niczym kurtynę dzisiejsza Ewangelia, zaprasza nas do osobistej refleksji na temat rzeczywistości ostatecznych. Nasze spojrzenie zostaje skierowane dalej, poza naszą historię –tu i teraz, ku wieczności w Bogu. W przepowiadaniu Marka obecne są elementy apokaliptyczne, w jakimś stopniu zatrważające: wojny, zamęt, katastrofy, dziwne zjawiska atmosferyczne… Stanowią one, jakby ramy obrazu, tło do istotnego i kulminacyjnego momentu objawienia się Chrystusa w chwale. Chciałbym niedzielne przesłanie Ewangelii, wzmocnić o kontemplację wschodniej ikony, przedstawiającej scenę Sądu Ostatecznego. Sztuka czasami w sposób o wiele łatwiejszy potrafi zobaczyć wydarzenia, o które rozbija się intelektualna refleksja rozumu. „Ikona to okno na inny świat”- mówił o. Paweł Floreński. Okno, przez które można podpatrzeć świata skąpanego w pięknie, jako emanacji samego Boga. Najstarsze ikonograficzne ślady, tego tematu możemy odnaleźć w dojrzałej sztuce Bizancjum. Świadczą o tym przedstawienia, które zdobiły niegdyś ściany najbardziej okazałej budowli wschodniego chrześcijaństwa, jakim była świątynia Hagia Sophia w Konstantynopolu, oraz ukształtowane w jej cieniu ikony ruskie z XIV i XV wieku, szczególnie te, których twórcą był Andrzej Rublow. „Zdumiewają one nie tylko swoim artyzmem- jak pisał ks. Hryniewicz, ale nade wszystko wielką syntezą rozumu i serca, pełnią i harmonią, teologiczną i mistyczną głębią. Poza tym tradycja hezychazmu sprawiła, że światu ikonografii przypadła szczególna rola, a jego percepcja nabrała charakteru głębokiego przeżycia”. Co zatem przedstawiała malarska wizja Sądu Ostatecznego ? Czy była tak wyrazista i czasami fantasmagoryjna w swym przekazie jak średniowieczne portale romańskich czy gotyckich katedr ? Myślę, że nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Na Wschodzie, jak również na Zachodzie, możemy spotkać obrazy Sądu Ostatecznego- jako wydarzenia pełnego nadziei i przenikniętego szczęściem, jak również zapierające i zatrważające serce, obrazy pełne dramatyzmu, cierpienia, beznadziei i mroczności. W mojej refleksji chciałbym się skupić na ikonie, która dotyka nadziei, jest optymistyczna, przeniknięta triumfem radości i siłą życia. „Złożony program ikonograficzny jest kontynuacją wątków zaczerpniętych z Apokalipsy i innych ksiąg biblijnych oraz apokryfów i tekstów patrystycznych, szczególnie homilii św. Efrema Syryjczyka. W górnej części kompozycji aniołowie zwijają Księgę Niebios z symbolami słońca i księżyca. Ideowe centrum ikony stanowi Chrystus jako sędzia świata zasiadający na tęczy w okrągłej mandorli podtrzymywanej przez czterech aniołów. Adorują Go Maryja i św. Jan Chrzciciel (Dessis) w towarzystwie chórów anielskich. Pod nimi widnieje Etimazja- pusty tron z otwartą księgą Pisma i krzyżem, niekiedy gołębicą Ducha Świętego, przygotowany na przyjście Chrystusa. Tron adoruje Dwunastu Apostołów. Poniżej pierwsi Rodzice- Adam i Ewa, oraz- po prawej ręce Chrystusa- zastępy świętych…” (ks. Michał Janocha). Przekaz Hermenei, podpowie nam dalszą część malarskiej wizji. Aniołowie trzymają banderole z istotnymi informacjami- komunikują ludziom, ich dalszą drogę- której ostatnim etapem jest szczęście lub zatrata. „Tam też (możemy dostrzec ) dwa rozwinięte zwoje, ten po prawej z napisem: „ I osądzono zmarłych z tego, co w księgach zapisano, według ich czynów” (Ap 20,12). Natomiast ten po lewej miał napis: „Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia” (Ap 20,12)”. Na ikonach można dostrzec rzekę ognistą wypływającą spod stóp Chrystusa, oraz obraz zrozpaczonych i bezradnych grzeszników, którzy zostają szarpani przez demony, wpadają w płomienie ognia. Z ognia wychodzą smoki, które swoim ciałem oplatają owych nieszczęśników, zadając im ogromne cierpienie. Potępieni zostają ostatecznie zrzuceni do podziemia, gdzie panuje ciemność- którą w ikonie wyraża użycie ciemnej barwy. Miejsce pozbawione nadziei, piekło które zdaje się być już unicestwione zmartwychwstaniem Chrystusa (wyrazem tego, jest ikona Zstąpienia do otchłani). Rublow ukazał nadejście Chrystusa na Sąd, zgoła inaczej. Jego ikona jest pełna światła i pozbawiona lęku przed potępieniem.  Chrystus zdaje się być przedstawionym tak, jakby czekał na człowieka. Przyjaciel ludzi, czekający na swoją własność. Nie ma tu nic, z poczucia lęku, strachu, czy fantasmagorii. „Doskonała miłość usuwa lęk” (1 J 4,18). Bóg jawi się jako Ten, który nie przychodzi, aby zatracać, ale czynić wszystko nowym- przebóstwiona rzeczywistość, w której „Bóg, będzie wszystkim we wszystkich”. W kompozycji Rublowa dominantą jest miłość. Miłość, która pokonuje zło, piekło które wydawało się straszniejsze, niż śmierć- a ostatecznie poniosło klęskę. Przychodzą tu na myśl słowa jednego z Ojców Kościoła: „A nicość, której szukają, nie będzie im dana”. Nicość i paraliżujący strach przed zatratą w wiecznej rzece ognia, zostaje przerwany przez miłosierne spojrzenie Pana. Artysta zwrócił uwagę na całkiem inne przesłanie, którego preludium stanowi zbawienie, a nie potępienie. „Antychrysta przedstawił w zadziwiająco odmienny sposób- jako małego psa, raczej wzbudza politowanie niż przerażenie. Nastrój pogodnej radości przebija z postaci Piotra Apostoła, prowadzącego wraz z Pawłem, sprawiedliwych do Raju. Wszyscy z ufnością idą na spotkanie ze Zbawicielem”. Ikona zatem ukazuje Chrystusa Zwycięskiego, do którego należy ostatnie słowo, który w swoich dłoniach dzierży klucze śmierci i Otchłani. Mamy tutaj echo radosnego troparionu Paschy, który to Kościół Wschodni wyśpiewuje w czasie najważniejszej celebracji liturgicznej- Nocy Zmartwychwstania: „Chrystus powstał z martwych, śmiercią podeptał śmierć, i będących w grobach życie dał”. Ikonograficzna wizja końca czasów, uczy nas jednego- my jako uczniowie i naśladowcy Pana, powinniśmy te zjawiska oglądać z nadzieją w sercu, bez poczucia lęku. Ponieważ dla ludzi wiary, nadejście Bożego Syna będzie dniem najbardziej szczęśliwym, spełnieniem wszelkich marzeń, uobecnieniem Królestwa miłości i pokoju. Bądźmy odważni i niezachwiani w nadziei. Pan jest blisko !




                                                           Ikona Piotra i Pawła


                                  


Ps 34


Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto biedak zawołał i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.


            Chciałbym opowiadać o świetle, tym niestworzonym- emanującym z ogromną siłą z ikony, zatrzymującym się na twarzach świętych przyjaciół Boga. Światło, które jest emanacją Boga, Jego najwspanialszą atrybucją i „materią”, dzięki której możemy dostrzec świetlistość świętych mężów wiary. Kalendarz liturgiczny dzisiaj, ukazuje nam dwóch wielkich Apostołów Piotra i Pawła. Pierwszy to prosty rybak z Galilei, a drugi faryzeusz- intelektualista żydowski. Na użytek tego rozważania pragnę posłużyć się opisem ikony mistrza greckiego z XIII wieku, znajdującej się w Bazylice św. Piotra. Ikona dwóch Apostołów, oraz fragment psalmu responsoryjnego opowiadającego o zachwycie człowieka nad światłością Boga. Teologia Obrazu i Słowa. Teatrum form ! To, co mnie najbardziej zdumiewa w ikonie to świetlistość wymalowanych postaci. „Powstaje tu paradoks- ikona nie ujawnia źródła światła ani wewnętrznego, ani zewnętrznego, a przy tym złudzenie gry światła i cienia sprowadzone jest do absolutnego minimum. Ikona jest czystą „duchową przestrzenią”, to znaczy jest uwolniona od materialnej rzeczywistości, z mistyczna siłą przyciągając ku sobie odbiorcę”. Każda ikona jest fotosyntezą form- sublimacją świętości uobecnioną w malarskiej wizji. Apostołowie przedstawieni na ikonie byli zwykłymi ludźmi ze swoimi ograniczeniami, słabościami, grzechami... Ich życie… myślenie, postępowanie, człowieczeństwo zostały prześwietlone światłem Chrystusa, którego spotkali na drodze swojego życia. W przypadku Pawła to doświadczenie było tak intensywne, iż wszedł w ciemność spowodowaną nadmiarem światła. Oddaje to mistyczny tekst Ody Salomona, mówiąc o mistycznej relacji człowieka do Boga. O porywie duszy i świetle zalewającym całkowicie człowieka. „Jego miłość do mnie ogołociła Jego majestat. On upodobnił się do mnie, abym ja Go przyjął, upodobnił się, aby przyoblekł się w Niego. Nie czułem leku patrząc na Niego, albowiem On jest miłosierny dla mnie. On przyjął moją naturę, abym Go poznał, i przyjął moje oblicze, abym nie odwrócił się od Niego”. Kiedy spojrzymy na ikonę powyżej, to Piotr i Paweł nie spoglądają na siebie- patrzą na Chrystusa. Przechowują w pamięci pierwszy zachwyt wiary. Ich źrenice zatrzymały przemienione oblicze Mistrza w pamięci. Piotr przywołuje w pamięci błyskawice światła z Góry Tabor, a Paweł druzgocące światło z pod Damaszku. Ikona jest również ilustracją jedności- dwóch przeciwstawnych charyzmatycznych osobowości. Dwa flary Kościoła tak blisko siebie. Mamy tu najbardziej wyraźną recepcję ekumenicznej wrażliwości i współodpowiedzialności z jedno dzieło, czyli Kościół. Tu nie ma spekulacji o jedności, czy teologicznych uzgodnień- tutaj jest ekumenizm uzewnętrzniony, ukierunkowany na Chrystusa, który modli się nieustannie o jedność swoich uczniów. „Pierwszy z apostołów doświadczył tej godziny ciemności, człowiek ze skały był tak słaby i uległy ! W tych czasach wiedziano jednak, że apostołowie nie byli ani święci, ani bohaterscy; byli tylko sługami, posłańcami, usprawiedliwionymi grzesznikami podobnymi do wszystkich innych ludzi. Wiedziano, że Kościół nie opiera się na ludziach ze skały czy bohaterach, lecz wyłącznie na Chrystusie i że upadek i grzech ludzki jedynie uwydatniają moc łaski” (G. Dehn). Czego uczą nas Apostołowie Piotr i Paweł ? Abyśmy sobie uświadomili, że całe życie- choćby miało wiele zakrętów i zwrotów akcji, oparte na Chrystusie i przemienione Jego światłem- może zaowocować świętością. W pewnym momencie po trudach mocowania się ze sobą, naprawiania świata i naprawiania ludzkich serc, przyjdzie moment gdzie światło wydobywające się z wnętrza Chrystusa Zmartwychwstałego wszystko przeistoczy w świętość. Największe ludzkie grzechy i cienie Kościoła, nie są wstanie zatrzymać światłości. „Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu”.




                                                            Ikonostas Zachodu


                                       


„To, co słowo mówi, ukazuje nam milcząco obraz. Zobaczyliśmy to, o czym usłyszeliśmy”- to stwierdzenie Ojców Kościoła uzasadniających rolę i sens sztuki, stanowi asumpt do pełniejszego zrozumienia malarstwa jakim jest witraż. „Ikonostas Zachodu”, tak wielu teologów postrzega specyficzną i wyróżniającą się od pozostałych warsztatowo gałęzi malarstwa sztukę. Chociaż witraże były znane poza średniowieczem, to swój renesans i zastosowanie na szeroką skalę zyskały w budowlach sakralnych od XII wieku. Wraz z rozwojem architektury gotyckiej- zastosowanie ogromnych okien, które przepruwały ogromne połacie ścian- umożliwiając tym samym na doświetlenie przestrzeni. Niezwykle ważną rolę pełniło światło, ze względu na jego znaczenie symboliczne, jak również praktyczne. Praca witrażownika wymagała znajomości kompozycji i właściwego doboru barw, jak również wiedzy teologicznej pozwalającej zaprojektować katechetyczne narracje. Najpierw przygotowywano projekt kompozycji, początkowo na drewnianej tablicy pokrytej warstwą gipsu, na której wykonywaną kompletny szkic. Później drewnianą tablicę zastąpiono tańszym papierem. W naniesionym szkicu, niczym skompletowanych fragmentach puzzli umieszczano poszczególne barwy. Później na tafli szkła wycinano fragmenty o wymaganym kształcie i wielkości, posługując się rozżarzonym żelaznym prętem. Poszczególne kolory uzyskiwano, używając szkła barwionego w masie lub pokrywając szklaną taflę pigmentem. Po nałożeniu koloru, zręczny rzemieślnik wypalał szklaną taflę w celu utrwalenia pigmentu na jego powierzchni. Później układano elementy zgodnie z wcześniejszym konceptem i oprawiano je w ołowiane ramki. Finałem był montaż w otworze okiennym z pomocą metalowej ramy, nadającej trwałość i stabilność w pełni ukończonemu dziełu. To bardzo uproszczony rys technologiczny. Podążając tropem materialnej kultury średniowiecza, nie sposób pominąć tak efektowną teologiczną opowieść, zatrzymaną w ołowianych ramach. „Witraże są to pisma Boże, które wznoszą blask prawdziwego słońca, to znaczy Boga, do kościoła, to znaczy do serc wyznawców” (G. Durand). Chyba nie ma takiego człowieka, który wchodząc do gotyckich katedr, nie poddałby się mistycznemu pięknu- urzeczywistnionemu dzięki roli światła przechodzącego przez barwne szkła. Jednak na przykładzie kilku zespołów, które zachowały się do naszych czasów, takich jak: Sainte- Chapelle w Paryżu oraz katedry w Chartres, Yorku i Canterbury, widać wyraźnie, że witraże mocniej działają na zmysły niż malarstwo, a nawet mozaiki ułożone ze złotych i szklanych płytek. „Gdy światło wpada przez okna, wnętrza wypełnia feeria barw, kolorowe refleksy kładą się na posadzce, ścianach i postaciach ludzi, tworząc niezwykłą atmosferę. Nadając materialną formę pierwiastkowi duchowemu- symbolizowanemu przez światło- średniowieczne witraże kreowały wirtualny boski świat” (M. Bird). Czy ówczesny człowiek, nie stawał się uczestnikiem niesamowitego widowiska form. Przenikające wszystko światło, zdawało się opowiadać nieustannie, iż Bóg nie zakończył stwarzania świata- a każdy wschód słońca zapowiada Jego życiodajną obecność. Kiedy kapłan celebrował Eucharystię- ad Orient, wtedy światło niczym snop, czy „kolumna ognia”  przechodziło przez rozetę, uwiarygodniając nieustannie powtarzający się cud zstępowania Boga w sakramentalnych znakach liturgii. Mamy tu reminiscencję biblijnych słów: „Niech się stanie światłość”- Światłość jako najszlachetniejszym atrybut Boga. Chrystus jako Światłość. Jego moc „oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1,0). Nie sposób zrozumieć w pełni sztuki witrażu, bez teologicznych przesłanek wynikających z głębokiej myśli Pseudo- Dionizego: „Nie jest rzeczą dla naszego umysłu możliwą odtwarzać  i kontemplować hierarchie niebiańskie inaczej niż posługując się sposobami materialnymi. Dla myślącego zjawiskowe piękności stają się obrazami piękna niewidzialnego. Wonie zmysłowe są odbiciem umysłowej przyczyny, a światła materialne są obrazami niematerialnego źródła”. A według św. Symeona Bóg „przemienia w światło tych, których oświeca”. Może te nieporadnie złożone myśli, pozwolą nam inaczej czytać malarstwo- nie tylko jak zadziwiająca grę form i estetycznych podniet dla zmysłu wzroku, ale nade wszystko jako przyszłe Święto Światła- zapowiadające skąpany w światłości cudowny świat Boga.


                 Chrystus w Majestacie- portal Moissac


Dn 7,9-10.13-14


Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła to płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał sprzed Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi. Patrzałem w nocnych widzeniach, a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.


Obrazy, które rysuje przed nami Prorok zadają się przerastać możliwości naszej wyobraźni- tego, co znamy i co odbija zwierciadło naszego poznania- fascinosum et tremendum. Tylko wizjoner jest wstanie przedrzeć się  przez zasłonę apofazy i zatrzymać wzrok na obrazie przemienionego i triumfującego Syna Człowieczego. „Pantokrator, w świetle swego przemienionego oblicza, odnawia pierwotne symbole, wyzwala Mądrość kosmiczną od jej smutku, prowadzi ją do rozżarzonej do białości ostatecznej przejrzystości” (O. Clement). Przedwieczny zasiadł na tronie historii- ogniskując na sobie spojrzenie przeobrażonego świata subtelnych bytów- utkanych ze światłości- wystawionych ku Źródłu Życia, niczym rośliny wychylające swe łodygi ku słońcu. „Paruzja sprawi, że piorunujące przyjście Chrystusa w chwale będzie oczywiste dla wszystkich- pisał Evdokimov. Paruzja będzie widoczna nie w historii, lecz ponad historią, co zakłada przejście do innego eonu: „wszyscy będziemy przemienieni” (1Kor 15,51). „Potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana” (1Tes 4,17). Eschatologiczny obraz proroka Daniela, zawsze nasuwa mi skojarzenie z rzeźbiarską wizją triumfu Chrystusa z romańskiego portalu opactwa Moissac. Pośrodku na tronie zasiada ukoronowany Chrystus, pełen hieratyczności i splendoru. Otaczają Go cztery symbole ewangelistów, ze swej strony flankowane przez dwa anioły z rozwiniętymi rotulusami w dłoniach. Są one jedyną wskazówką, że w tym momencie odbywa się Sąd Ostateczny. Resztę miejsca zajmuje dwudziestu czterech Starszych, po dwóch w górnym szeregu, po trzech w niższym, a pozostali siedzą poniżej wzburzonych fal morza pod stopami Chrystusa. Tympanon wspiera się na nadprożu, na którym wirują ogniste koła symbolizując infernalne ognie apokalipsy. Całość spoczywa na dwóch potężnych węgarach o osobliwym, falowanym profilu, skierowanym do wewnątrz, na których, na których znajdują się smukłe płaskorzeźbione postacie: św. Piotra i proroka Izajasza. Program rzeźbiarski w swojej katechetycznej funkcji implikuje wypełnienie się historycznego łańcucha wydarzeń, stając się profetyczną wizją, objawiającą moc i niczym nieograniczone panowanie Chrystusa kosmicznego. W obliczu misterium Paruzji, Objawienie pozwala uchwycić zdumiewający finał którego najpełniejszym akordem będzie uczestnictwo ludzkości w światłości bez końca. Chciałoby się zapytać za św. Izaakiem Syryjczykiem „Cóż to jest wiedza ? To doznanie życia nieśmiertelnego. A cóż to jest życie wieczne ? To odczuwanie rzeczy w Bogu”. Przyszłość naszego świata jest naznaczona stygmatami końca- „stworzenie jęczy w bólach”- oczekując pęknięcia kokonu czasu i wzlotu ku górze. „Człowiek, który jest wieczny w swojej najgłębszej istocie- powie M. Quoist- jest w naturalny sposób zorientowany ku przyszłości. Odosobnienie i ukierunkowanie na przeszłość należą do starego człowieka z upadłego świata. Czas teraźniejszy jest czekaniem na przyjście Syna Człowieczego, którego powtórne i chwalebne przyjście celebruje Eucharystia”. Przyjdzie i zajaśnieje niewyobrażalną światłością, ten blask oślepi wątpiących, a wierzących napełni weselem


               Chrystus w kopule cerkwi


Ap 4, 1-11


Ja, Jan, ujrzałem: oto drzwi otwarte w niebie, a głos, ów pierwszy, jaki usłyszałem, jak gdyby trąby rozmawiającej ze mną, powiedział: «Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać». Doznałem natychmiast zachwycenia: A oto w niebie stał tron i na tronie Ktoś zasiadał. A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu – podobna z wyglądu do szmaragdu….


Apokaliptyczna kontemplacja Przedwiecznego, zasiadającego na tronie- utkanym z błyskawic i niemożliwej do ogarnięcia wzrokiem iluminacji, koresponduje wyraźnie z artykułem Credo w którym Kościół obwieszcza wiarę w zrodzonego z Ojca przed wszystkimi wiekami Syna Bożego. Wcielenie i Odkupienie- niczym dwa skrzydła tryptyku ekonomii zbawienia, uchylają się na oścież obwieszczając triumfalne nadejście Logosu. „Bóg z Boga, Światłość ze światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego”. Ikonografia wschodnia w całej rozciągłości malarskiej wizji potrafi unaocznić przemienione oblicze Zbawiciela. Mają rację mistycy i teologowie ortodoksyjni, kiedy mówią o charyzmatycznej i teurgicznej roli sztuki; dotkniętej niewidzialnym palcem ożywczego działania Ducha Świętego. „Ujrzałem ludzką postać Boga i zbawiona jest dusza moja”- powie pełen ekscytacji św. Jan Damasceński. A cóż dopiero zobaczyć oślepiającą światłem postać zasiadającego na tronie Żyjącego na wieki ? Totalnie niewyobrażalna sceneria do której jedynie po omacku-intuicyjnie podprowadzić może jedynie pokorna wiara i niewyobrażalna tęsknota człowieka ( zdolna do wzniesienia ponad jakiekolwiek oczekiwania czy projekcje obrazów). Jednak chrześcijaństwo „domaga się wizerunków” jak powie Malraux. Chrystus z Santa Pudenziana może i jest podobny do jakiegoś Jowisza, ale takiego, którego nikt nie namalował… Ten Chrystus jest stworzony, aby należeć do świata, którego poganie kompletnie nie rozumieli i pewnie potrzebowali światła wiary, aby przyjąć i pojąć tajemnicę Niepojętego, wypowiedzianą za pomocą kruchej malarskiej materii świata. Mnie osobiście fascynuje coś o wiele głębszego i jako człowieka wiary jakby uchwytnego. Eschatologiczna perspektywa spotkania z Kimś najbardziej wyjątkowym, podnosi mnie z kolan i kieruje mój wzrok ku górze. Ten wertykalizm odkrywam dzięki subtelnie wypowiedzianej w barwach ikonografii chrześcijańskiego Wschodu. Gdy człowiek zachodu wkracza do wnętrza kościoła bizantyjskiego, jego spojrzenie w płaszczyźnie wertykalnej przyciąga kopuła nad główną jej częścią. Jej usytuowanie wyznacza kosmiczne centrum świata który wychodzi ku kontemplacji Boga. „Kopułę zamieszkuje Chrystus, który jako wszechwładca z najwyższego punktu przestrzeni niczym ze sklepienia niebieskiego spogląda w dół jakby przez okno, jak to wyrażają teksty bizantyjskie”(H. Belitnig). Temu obrazowi zawsze będzie towarzyszyło poczucie niepoznawalności istoty Bożej. Wszystko nosi znamiona misterium ! Metropolita Makary pisał, że Bóg „objawił wszystko, co powinniśmy wiedzieć, ale przemilczał to, czego nie możemy ogarnąć”. To uświadamia mi całą skomplikowaną rozciągłość niepoznawalności. Poznanie Boga nie jest takim stanem, w którym możemy się zatrzymać, ale ruchem ku dalszemu i głębszemu poznaniu, które objawi się w całej pełni wraz z przychodzącym triumfalnie Synem Człowieczym. Nie mogę się doczekać tego momentu, a rozmyślanie o tym wydarzeniu będzie mnie absorbować do końca moich dni. Marana Tha !


                                                W Tobie raduje się całe stworzenie
        


„Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1,39- 56) - tymi natchnionymi i pełnymi uwielbienia słowami zostaje pozdrowiona Maryja przez swoją krewna Elżbietę. Nie jest to zbieg okoliczności, czy pięknie złożone ze słów westchnienie napisane przez ewangelistę. Mamy do czynienia ze świadectwem niezwykle wymownym i realistycznym. W Maryi przynoszącej Życie w swoim łonie, dokonuje się zwiastowanie świata przemienionego. Niewiasta nadziei w sposób cudowny i najpełniejszy, odbija niepojęte piękno oraz mądrość kochającego Boga. Niewiasta Piękna- najdojrzalszy owoc Odkupienia- przynosząca Życia i pierwsza z rodzaju ludzkiego powołana do wejścia w Życie. Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny jest Świętem Życia, kontemplacją Nieba. Całe stworzenie kontempluje w błogosławionej Dziewicy radość „nowego nieba i nowej ziemi”. Niewiasta w swym dziewiczym macierzyństwie w której ogniskują się plany i zamysły Boga. „Nowa Ewa”, „Ogród nieśmiertelności”, „Krzak niezniszczalny”- prowadząca w radosnym korowodzie synów i córki Adama. Tylko piękno ukwieconych pól: kwiatów, łanów zboża, rozkwitających winnic i symfonia muzyczna rozmaitych ptaków jest wstanie oddać coś z przejmującego piękna Niewiasty obleczonej w słońce. Dar ludzkości dla Boga i dar Boga dla ludzkości- wzajemne obdarowanie, charyzmatyczna pełnia, wesele radości. Podczas święta odrodzenia jest Ona największym darem, jaki człowiek byłby kiedykolwiek zdolny ofiarować Bogu. „Cóż ofiarujemy Tobie, o Chryste ? – wyśpiewuje podniośle Kościół Wschodni w Wigilię Bożego Narodzenia- niebo ofiaruje Tobie aniołów, ziemia przynosi dary, a my ludzie, ofiarujemy Tobie Matkę Dziewicę”. Dlatego Chrystus, niepozostania jej na ziemi- przychodzi, aby podnieść z ziemi Kwiat stworzenia, aby zasadzić go w malowniczym Królestwie swojego Ojca. Ciało Maryi nosiło w sobie Boga jest więc ciałem teoforycznym. Stąd też uwielbienie Maryi dokonało się na podobieństwo uwielbienia Chrystusa. Sugeruje to analogię między zmartwychwstaniem i wniebowstąpieniem Chrystusa, a wniebowzięciem Maryi. Święty German wyznaje, iż nie mogło dojść do rozpadu ciała Maryi, było ono bowiem „obejmującym Boga naczyniem”. Jej wywyższenie mam głęboką relację wobec nas wszystkich, ponieważ nie dokonało się w izolacji. Maryja uczestniczy w jedności z Bogiem Trójosobowym a przede wszystkim uczestniczy w jedności z Kościołem pielgrzymującym ku Ojczyźnie Niebieskiej. Wraz z Nią- wywyższoną ponad ziemski padół, każde ze stworzeń w uniesieniu wypowiada: „Raduj się, przez którą całe stworzenie jest odnowione” (Akatyst). Ikona Jej zaśnięcia ukazuje, jak Matka Życia przeszła do Życia. Ona prefiguruje wydarzenie, gdy całe stworzenie w zachwycie w Niej się raduje. Libert w Litanii do Marii Panny w poetyckim uniesieniu będzie błagał: „Łask Błyskawico, rozwiąż mi oczy. Bym w nich obudził: Matkę i ojca, Siostry i braci, i wszystkich ludzi…. Jak krzak skalały, Jałowiec ciemny jest moja wiara. Pozwól mi rosnąć, Panno wysoka, ku niebu dalej !” Wraz z wejściem Maryi do Przybytków Pańskich w każdym człowieku rodzi się tęsknota za innym światem. Prośba dziecka, aby Matka pochwyciła za dłoń i przeprowadziła ku Życiu. „A gdy będziemy schodzić z tego świata, niech nas, niosących pełne naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc tej ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do Twojego domu”- modli się Kościół słowami kapłana w obrzędzie błogosławieństwa kwiatów i ziół. Maryja, uczy człowieka jak wejść w śmierć. Zaśnięcie i przebudzenie, jest niczym innym jak uczestnictwem w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią i w triumfie Paschy Jej Syna. Jest jeszcze jedno przesłanie dzisiejszej uroczystości. Maryja uczy szacunku do stworzenia- do życia, które nas zewsząd otacza. Mamy tutaj pewien imperatyw ekologiczny, tak bardzo dzisiaj potrzebny i wymagający namysłu. „Gdy Bóg nie działa w nas- pisał św. Grzegorz Palamas- wszystko, co czynimy, jest grzechem”. Te słowa świetnie oddają destrukcyjne działanie człowieka i towarzyszący temu stale pogłębiający się kryzys ekologiczny. „Dopóki człowiek nie obejmuje współczuciem wszystkich żywych stworzeń, dopóty on sam nie będzie nie będzie mógł żyć w pokoju” (A. Schweitzer). Wydaje się, że w zglobalizowanym świecie każdy nieprzemyślany i eksploatującym bezmyślnie przyrodę akt człowieka, staje się gwałtem przynoszącym nieodwracalne skutki. „Rozwój technologii kieruje wszystko ku ciemności i ku światłości. Jednak wszelka agresja, skierowana przeciwko Ziemi, zwraca się przeciwko człowiekowi, którego zdrowie psychiczne i fizyczne zależy od równowagi ekologicznej”(M. Quenot). Często zapominamy jako ludzie wierzący, że wraz ze zmartwychwstaniem człowieka, dokona się również przemienienie całego świata: „Całe bowiem stworzenie z wielką tęsknotą oczekuje objawienia się synów Bożych” (Rz 8, 19). Mamy więc do czynienia z odkupieniem człowieka i kosmosu. Wobec tego faktu, nie można przejść obojętnie, czy pozbyć się elementarnej wrażliwości. „Serce, które nauczyło się kochać, współczuje całemu stworzeniu”- nie zapomnijmy o tym, oczekując przyszłego Życia




             Ikona Zaśnięcia Bogurodzicy




           Przedstawienie sceny Zaśnięcia Maryi Panny, stanowi w tradycji wschodniej ostatnią uroczystość w rytmie roku liturgicznego. Wydarzenie to celebrowane w liturgii i przeniesione w artystycznej wizji na ikonografię sięga starożytności chrześcijańskiej. Jest to wydarzenie na które splata się wiele przekazów i tradycji które czerpią z bogactwa literatury apokryficznej, poza tym najważniejszym oczywistym zmysłem pierwotnego Kościoła który z wielką tajemnicą i drobiazgowością pochylał się nad życiem Tej, której łono stało się świątynią dla Przedwiecznego. Niewiasta która została napełniona łaską Ducha Świętego i przebóstwiona w swoim człowieczeństwie. Jak powie teolog bizantyjski Mikołaj Kabasilas: "Ona okryła sobą całe ludzkie zepsucie i uczyniła ludzi godnymi tego, żeby z Nimi był Bóg, i uczyniła ziemię miejscem godnym przebywania Zbawiciela [....] Dlatego ze wszystkich ludzi od początku świata, Ona jedyna zamieszkiwała Święte Świętych, jako wstępna i oczyszczająca ofiara, złożona za cały rodzaj ludzki, przed następstwem wielkiej  Ofiary Chrystusa, i to zaprawdę za nas do Świętego Świętych wstąpił Jezus, Błogosławiona zaś przed Zbawicielem wszedłwszy najbardziej wewnętrznego pomieszczenia za zasłoną, sama siebie ofiarowała Ojcu. On umierając na krzyżu  pojednał w sposób doskonały Ojca z ludźmi; Błogosławiona zaś Dziewica ofiarowawszy siebie Bogu, tak uczestniczyła w dziele pojednania, że stała się orędowniczką ludzi i współuczyniła Orędownika, Pana naszego Jezusa Chrystusa, Brata ludzi, dla których miał On przyjść, tak że On uznaje ich za równych sobie krewnych..."


Ikona Zaśnięcia jest złożona z dwóch teologicznych planów. Na ikonie widzimy bowiem Maryję leżącą na łożu, obok niej postacie Apostołów, aniołów którzy zstępują z uchylonego nad Nią nieba. Widzimy w centrum przychodzącego Chrystusa, to Kyrios w majestacie chwały, biją od Niego energie które są wyrazem boskości i nieśmiertelności. Wejdźmy trochę w szczegóły ikony: Maryja leży na łożu śmierci, ubrana jest maphorion i ma zamknięte oczy, nad Nią stoi Chrystus Ten, który jest Życiem, bierze w dłonie duszę Tej, która spoczęła bez życia, oczekując ręki  która Ją podniesie. Widzimy tu odwołanie do wielu ikon Maryjnych, takie odwrócenie sytuacji. Na ikonach Maryja trzyma Emmanuela jest dla Niego tronem, daje światu Bogaczłowieka aby każdy mógł wziąć Go do swojego życia. Tutaj Owoc Jej łona wyciąga po Nią swoje święte dłonie, Theotokos wybrane naczynie Wcielenia spoczywa jak noworodek niesiona przez Syna. To symbol nowych narodzin, wywyższenia do Nieba, przyjęcia do Królestwa Miłości i Pokoju. Dusza Theotokos jest przedstawiana w dwóch formach. Pierwszy raz w ramionach Zmartwychwstałego, który stoi przy Jej węzgłowiu. Następnie może być przedstawiona jako niesiona przez aniołów ku górze. Wysławia cudownie to wydarzenie przejścia liturgia Oficjum Zaśnięcia Matki Bożej: "W sławnym Twym zaśnięciu radują się niebiosa i weselą się anielskie zastępy, cała ziemia weseli się, głosząc Tobie pieśń pożegnalną, Matko Władcy wszystkich, nie znająca męża  najświętsza Dziewico, która wybawiłaś  ludzki rodzaj pradawnego osądzenia. Od krańców ziemi zbiegli się najlepsi z apostołów, na polecenie Pana, aby pogrzebać Ciebie, i widząc Ciebie zabraną z ziemi na wysokości, powtarzając radośnie słowa Gabriela: Raduj się Nosicielko Bóstwa, raduj się Jedyna, która połączyłaś w Twym   zrodzeniu   ziemię i niebo ! Ty, która zrodziłaś Życie, do życia przeszłaś przez swoje czcigodne zaśnięcie, Nieśmiertelna. Otaczają Cię zastępy aniołów, Potęg i Mocy, apostołowie i prorocy, i całe stworzenie, Syn Twój niezniszczalnymi rękami przyjmuje Twoją nieskalaną duszę, Dziewicza Matko, Boża Niewiasto." Święty Jan Damasceński napisze w swojej homilii: "Wprowadził Cię Król do mieszkania swego, otaczają Cię moce, błogosławią Księstwa, wysławiają Trony, cieszą się Cherubini, chwalą Serafini, Ciebie w prawdziwej ekonomii będącą według natury Matką ich Pana. Nie wstąpiłaś bowiem do nieba jak Eliasz, nie zostałaś jak Paweł porwana do trzeciego nieba, lecz przybyłaś aż do królewskiego tronu swego Syna, bezpośrednio na Niego patrząc i ciesząc się, stojąc z pełna swobodą".